Dziś nowość w inspirowanych sindarinem elfich (wiem, że wiele osób odmienia to „elfickich/elfijskich”, ale ja jestem nauczona na starym i jedynym słusznym tłumaczeniu Marii Skibniewskiej ;) ) klimatach, bo nie kolczyki, a wisior. Hithlain – „utkany z mgieł” lub „nici mgły” (sprzedany). Hithlain była/był (?) też substancją, z której elfy wyrabiały liny świecące delikatnym
blaskiem w ciemności. Liny uplecione z hithlain były lekkie, ale zarazem mocne i odwiązywały się same po użyciu :). Materiały to srebro i fasetowana brioletka labradorytu.

Poza tym naszyjnik do kompletu do rumiankowych kolczyków z tej notki. Podobnie jak kolczyki ozdobiony perłami słodkowodnymi cytrynem (sprzedany). Letni, organiczny i romantyczny.

Poza tym coraz częściej dostaję zapytania o to, czy robię męską biżuterię. Otóż odpowiedź brzmi – chciałabym :) ale na razie ja i mój mózg nie bardzo się możemy dogadać w tej sprawie ;). Mam jakieś przebłyski projektów, ale nigdy na tyle wyraźne, żeby coś na tej podstawie zrobić. Po prostu musi mi się otworzyć jakaś klapka, a wtedy zasypię Was srebrem w męskim wydaniu :). Póki co moja wyobraźnia ciągle buja w kobiecych klimatach, a męskie robię tylko symbole, które w gruncie rzeczy są, jak to się mówi ;), unisex.