Notka nietypowa :) Bo z jednej strony pokażę sporo biżuterii, a z drugiej tego co bym bardzo chciała pokazać umieścić tu nie mogę. Brzmi może tajemniczo, ale nic w tym tajemniczego. Ostatnio sporo czasu spędzam po prostu na robieniu zamówień, które staną się potem prezentami, a zdarza się, że przyszły obdarowany również tutaj zagląda. Wtedy nici byłyby z niespodzianki ;). Tak więc na prośbę Zamawiających dmucham na zimne :).
Zacznę więc chronologicznie. Wróciłam ostatnio do kwiatów. Pewnie dlatego, że brakuje mi ich, więc przynajmniej wyczarowuję je sobie ze srebra. Tak powstała „La ternura” – czułość (sprzedany). Połączyłam w niej srebro z 22 karatowym złotem oraz drobnymi, fasetowanymi granatami i czarnymi turmalinami. Kwiatowy medalionik jest naprawdę maleńki.

Poza tym WRESZCIE zebrałam się w sobie i postanowiłam „wprowadzić” się do galerii ArsNeo.

 Zwlekałam z tym strasznie długo, bo jakoś projekty mi się rozchodziły po różnych miejscach i ciągle nie miałam czego tam wstawić. Teraz się zawzięłam i postanowiłam wykonać kilka rzeczy specjalnie dla tej galerii. „Bukiet flamenco” i „Zielony płomień” (sprzedany) to zaczątek mojej ekspozycji w ArsNeo, do której śledzenia zapraszam serdecznie. Po prostu nie mogłam nie pojawić się w galerii z tak piękną nazwą ;). Do tego jedna nowość, z motywem, który kiedyś już wykorzystałam w komplecie wisiorek+bransoletka. Teraz kolczyki – „Luin” (sprzedane).




Poza tym trochę poeksperymentowałam. Malowałam 22 karatowym złotem cętki na srebrze (Geometria dzikości-sprzedane), co w sumie było nawet zabawne, ale koniec końców okazało się, że złote cętki na ciemnym tle wyglądają raczej nietypowo i chyba nie kojarzą się w pierwszym momencie z dzikim zwierzem, a przynajmniej nie ze zwyczajnym zwierzem :). Myślę, że to taki zwierz glamour ;). Muszę jednak przyznać, że z jakiegoś powodu bardzo mi się te kolczyki podobają, zwłaszcza ich surowe wykończenie. Testowałam też nową dla mnie technikę fakturowania srebra i tak powstały „Mieszkopierwszaki”(sprzedane). Wiele sobie po tej technice obiecuję, jak już zgromadzę odpowiednie akcesoria i nabiorę wprawy.


I co zostawiłam sobie na koniec – przybył mi dziś nowy lokator, w postaci profesjonalnego pieca do wypalania rzeczy wszelakich :). Tym sposobem zainaugurowałam zakupy w ramach dotacji unijnej. Jedno jest pewne – ten piec to wielkie bydle… Nie mam na razie pojęcia gdzie go postawię, ale bez przekuwania się przez ścianę, żeby doprowadzić do mojego warsztatu prąd z odpowiedniego obwodu raczej się nie obędzie. Inaczej regularnie będzie mi wywalać korki. Do tego celu planuję zaczarować jakiegoś mężczyznę ;). Już się nie mogę doczekać tych wszystkich eksperymentów. Naprawdę jestem NIESAMOWICIE ucieszona, choć jednocześnie nieco przestraszona gabarytami tego 22 kilowego jegomościa… :)