Jako, że dziś mam do pokazania naprawdę sporo biżuterii, tak więc spróbuję powściągnąć tym razem swoje zapędy grafomańskie i zabrać się od razu do rzeczy ;).
Po pierwsze mam za sobą pierwszy wypał brązu. Bez mrożących krew w żyłach przygód technicznych się nie obyło, ale tak czy siak powstało kilka eksperymentalnych projektów w stylu bądź to etno, bądź po prostu organicznym. Brąz zachwycił mnie swoją ciepłą barwą i możliwością nadawania mu różnych, pięknych rodzajów wykończeń. Na 100% będzie więcej, ale mam nadzieję, że bardziej kontrolowanie ;). Tak więc kolejno – „Aes brundusinum” (sprzedany), „Epoka brązu” (sprzedane), „Brązowa łąka” (sprzedane), „Znalezione w lesie” (w Pace), „Kołyski ery brązu” (w Trendy), „Leśnie i iglaście” (w Pace).




Brąz w wytwarzaniu biżuterii używany był od tysięcy lat, a współcześnie chyba jakoś o nim zapomniano. A szkoda, bo to naprawdę przepiękny materiał.
Druga spora partia projektów (już standardowo srebrnych) zainspirowana jest śniegiem, a właściwie jego brakiem… Nie mogę przeboleć tego, że za oknem ani śladu białości, a termometr wskazał wczoraj… 15 stopni. Makabra. Postanowiłam w związku z tym uwiecznić trochę śniegu w swojej biżuterii. Jest więc komplet „Królowa śniegu” (bansoletka sprzedana, kolczyki dostępne) z nowością techniczną w moim warsztacie, a mianowicie porcelanowym kaboszonem, na którym namalowałam czystym srebrem płatek śniegu; jest kolejna odsłona kryształowych śnieżynek (sprzedane), śnieżynki z kroplami kryształu górskiego (w ArsNeo) oraz nieco drapieżne „Śnieżynki na dziko” (sprzedane) :).


Na koniec jeszcze zdjęcie mojego warsztaciku okadzanego miętowo-czekoladową świecą (zapach w sam raz do projektów śnieżynkowych :) ), któremu w prezencie przesileniowym sprawiłam nową, śliczną płytę pleksi :). Każdemu się należy ;).