Znowu sporo nowości. I biżuteryjnych i tych „okołobizuteryjnych” :). Postaram się streszczać, choć zwykle słabo mi to wychodzi.
Zacznę od swojego drugiego wypału brązu i powstania idei kolekcji „Aes brundusinum”. Właściwie to nie pracuję kolekcjami, przynamniej nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – nie tworzę myśli przewodniej na sezon i nie realizuję projektów tylko z nią związanych. Z drugiej jednak strony w gruncie rzeczy w tym co robię da się wyodrębnić jakieś kolekcje, tylko takie jakby rozproszone, realizowane cały czas, przeplatające się. Zanudziałbym się na śmierć, gdybym miała np. przez pół roku robić rzeczy podobne do siebie. Pewnie podobnie będzie z „Aes brundusinum”. Nazwa wzięła się od pierwszego z moich brązowych wisiorów, a co do znaczenia nazwy samej w sobie odsyłam do notki na mojej stronie, coby się nie powtarzać :). W każdym razie to surowa, etniczna seria, zupełnie inna niż dotychczas i muszę przyznać, że tworzenie takich projektów bardzo mnie odpręża, tak więc już marzę o dalszym ciągu, ale najpierw muszę wygrzebać się spod zaległości zamówieniowych (co robię już od dwóch tygodni). Kolejno: „Aes brundusinum – krople czasu” (sprzedane) z turkusami w tęczowym i błyszczącym brązie oraz srebrze, „Aes brundusinum – omszałe” (sprzedane) z piękną fakturą przypominającą mech, srebrem i turkusami, „Aes brundusinum – przerwany krąg” (sprzedane) z bursztynami i „Aes brundusinum – Luna paleolitu” z lapis lazuli (sprzedane). Wszystkie faktury użyte w projektach także są mojego autorstwa.



A tak naprawdę to te wszystkie projekty z brązu powstały dlatego, że robiłam zamówienie dla Airaenn w postaci wisiorka przedstawiającego rumianek uwieczniony w oksydowanym na pastelowo brązie, zdobiony ametystem. A że brąz wypala się w piecu i jest to dość skomplikowana procedura, więc uznałam, że muszę skompletować większy wsad (i z dziką radością zrobiłam te wszystkie pojekty nie na zamówienie ;) ). Zawsze to bardziej ekologicznie :). Wisiorek poniżej, a także kilka kolejnych projektów brązowych z tego samego wypału: „Brąz w pastelach” (sprzedany), „Morze w brązie” (sprzedany) i „Zwiastun” (sprzedany).


Poza tym wykonałam także dwa projekty w srebrze. Pierwszy to pentakl z drzewem, zdobiony awenturynem umieszczonym na zawieszce, stworzony na zamówienie. Drugi natomiast to kolejne kolczykowe maleństwa, tym razem w postaci klasyki z perełkami – „Perłowe szepty”. Sztyfty to prawdziwe miniaturki – mają zaledwie 1 cm średnicy (sprzedane_.


Uff, i to tyle, jeśli chodzi o projekty. Pochwalę się jeszcze tylko moją ostatnią mineralogiczną zdobyczą. Te kamienie poniżej to naturalne kamienie słoneczne, naprawdę dobrej jakości. Są po prostu przepiękne. Nie wiem jeszcze co z nimi zrobię, ale na razie po prostu je podziwiam – ich awenturyzacja (ten efekt kolorowych iskierek i błysków) jest po prostu niesamowita, i jak to z tego typu kamieniami bywa, zdjęcia nie oddają nawet ćwierci ich uroku. Kamień słoneczny inaczej nazywany jest skaleniem awenturynowym i w tej jakości oraz takim rozmiarze jest rzadki.


No i jak zwykle wyszła notka gigant ;).
Ach i w ramach zwyczajowego P.S. ;) w zeszłym tygodniu odbył się pierwszy „oficjalny” warsztat techniki Art Clay w moim domowym studio. Krótką relację i efekty można znaleźć tutaj. Poza tym, jeśli ktoś umie czytać bukwy (ja nie umiem, ale niech żyje google translator ;) ), to zapraszam do zaglądnięcia tutaj, gdzie nasi wschodni sąsiedzi napisali co nieco o mnie (ale przede wszystkim wrzucili mnóstwo obrazków). Najciekawsza jest dyskusja pod spodem ;).