Chwilę mnie tu nie było, ale postaram się nadrobić :). Na raty, bo jestem w trakcie przesiadania się ze starego laptopa na nowy, a chwilowo od jednego z nich dzieli mnie kilka kilometrów, a mam na nim część zdjęć ostatnich prac. Tak czy inaczej dziś przede wszystkim moja interpretacja jednego z ostatnich trendów – miliatarnego :). Tak ogólnie rzecz biorąc to rzadko kiedy „podążam” za modą. Raczej robię po prostu to co mi w duszy gra – czasami to coś akurat zbiegnie się z aktualnymi „wrzaskami mody” ;) a czasem nie. Część moich wzorów ma też po prostu charakter ponadczasowy, a część inspirowana jest tym co widzę, co sobie myślę, co odnajduję w dostępnych mi materiałach itd. Nie ma co jednak ukrywać, że tym co widzę jest również moda, tak więc nie będę zapierać się nogami i rękami, żeby tylko nie dać się zainspirować ;D. Bo czemu miałabym to robić? Tak właśnie powstały moje nieśmiertelniki. Ujął mnie trend militarny, który kolorowe czasopisma okrzyknęły jednym z tych „tru” tej wiosny. Wiadomo, nieśmiertelnik to coś co natychmiast kojarzy się z filmami o dzielnych ( i zwykle przystojnych ;) ) żołnierzach. Mężczyznach. Może komuś skojarzy się z „G.I. Jane”, ale to ciągle ten sam nieśmiertelnik. A gdyby tak się „ukobiecił”? ;) Obrósł ornamentami, zmienił treść – dlaczego nie? Pierwsze efekty tej „feminizacji” motywu nieśmiertelnika poniżej:



Do nieśmiertelników zdecydowanie powinien być kulkowy łańcuszek, ale przyznam, że mam spory problem ze znalezieniem takiego na metry. No w każdym razie wyszły takie pół żartem pół serio kobiece klimaty :). „You can’t buy everything…” jest już sprzedany, „I forge my own path”również, a „If men liked shopping…” (sprzedane).
Poza tym robiłam pierwsze próby ze szklaną emalią. Ze względu na nieznajomość materiału wybrałam bardzo proste formy i tak powstała „Geometria liścia – świeżość” (te nieodparcie kojarzą mi się z listkami cytryny – aż ślinka cieknie ;) ) i „Geometria liścia – wschód”. Obie pary kolczyków są moimi (udanymi :) ) eksperymentami z mieszaniem różnych kolorów szklanej emalii i ogólnie posługiwaniem się nią. Zrobiłam też jeszcze wisiorek, ale niestety poległ w walce. Jestem trochę zła, bo był najbardziej złożony z tych trzech projektów, no ale cóż, zdarza się. Okazało się, że emaliowana powierzchnia była za duża i emalia strasznie popękała – jeśli uda mi się zdjąć chociaż jej część i znowu wyrównać emalię, to może coś jeszcze z tego będzie, ale póki co odłożyłam go na bok i zajęłam się innymi rzeczami. Między innymi wisiorkiem na zamówienie Tary, ze stworzonym przeze mnie wcześniej motywem księżyca, który niestety fotografowałam po zmroku i zdjęcia są straszne, więc pokazuję tylko jedno ;).



I to chyba tyle na dziś.