Dziś podrzucam zdjęcia dwóch projektów, które wykonałam niedawno. Pierwszy to wisiorek z opalem dendrytowym – „Krajobraz zimowy”, który zrobiłam na urodziny mojej mamy :). Kamień upolowałam dzień wcześniej u Piotrka, który szlifował dla mnie ostatnio kilka labradorytów. Wysypał przede mną woreczek tych opali, a ja oczywiście „zanurkowałam” i od razu znalazłam dwa, w których dostrzegłam piekne, zimowe krajobrazy :). Ten jest już oprawiony, a drugi, dużo mniejszy, czeka na oprawę. Możliwe, że powstanie z niego jakiś pierścionek albo coś w tym stylu.

Druga rzecz na dziś to komplet „Storm Goddess” (sprzedany), który już dawno chodził mi po głowie. Właściwie to od momentu kiedy weszłam w posiadanie tego pięknego agatu blue lace, który po prostu narzuca myśli o morzu. Chciałam żeby całość miała klimat jak wburzone morze, morski „szpej” porozrzucany po brzegu przez fale, kojarzyła się z obrośniętymi różnościami starymi linami itd. Naszyjnik naprawdę pięknie prezentuje się na dekolcie, a kolczyki ładnie to uzupełniają :).


Poza tym od kilku dni utonęłam na nowo w elfich klimatach (wszystko dzięki zamówieniu dla Rhiannon :) ), tak więc powstały cztery nowe wzory, które wkrótce sfinalizuję i tymi na pewno się pochwalę :). Mam też sporo nieobfoconych, drobnych projektów z brązu, ale jakoś pogoda nie zachęca mnie do zdjęć. Owszem, mam oświetlenie, ale jakoś, nie wiem. Jakoś lubię ładne światło dzienne.
Ha, no i bawię się w małego chemika. Wciągnęło mnie to tak, że szkoda gadać ;). Mieszam amoniak z różnymi rzeczami, dolewam „tego i owego”, a jak wczoraj produkowałam dwutlenek węgla zalewając kredę octem to aż kwiczałam z radości ;D. Problem polega na tym, że na razie z moich eksperymentów mam więcej radości i smrodu niż efektów ;). No ale trzeba być twardym a nie miętkim ;). Być może brak efektów (chociaż powinnam napisać „właściwych efektów”, bo efekty mam i to bardzo ciekawe – będę pewnie o nich pisać jak wreszcie skończę to co robię – nawet wiem już jakie reakcje chemiczne wywołałam :D) wynika z tego, że do tej mojej chemii podchodzę jak do gotowania. Tzn. dochodzę zawsze do momentu kiedy wypowiadam magiczne słowa „co by tu jeszcze dodać” ;D, a wtedy wszyscy mają ochotę schować się pod stół ;). I to tyle na dziś.
Ach, a co do tytułu – naprawdę to właśnie miałam w planie ;).