Tak się czasami dziwnie składa, że potrzeba remontu, żeby znaleźć czas na napisanie nowej notki ;). Dawno mnie tu nie było, a że właśnie w moim warsztacie pod biurkiem leży pan w gustownym zielonym wdzianku zakładając coś na kaloryferze i demolując różne inne rzeczy (i tak po jednym panu z dziwnym sprzętem w każdym pomieszczeniu) to jedyne co mi pozostało to siąść w kącie przy komputerze i coś nasmarować :). Mam sporo zaległych projektów do pokazania, ale postanowiłam sobie, że zrobię to na raty, żeby nie zarzucać swoich szanownych Czytelników zbyt dużą ilością obrazków na raz.

Ostatnio znowu wróciłam do elfich klimatów. Zostało mi jeszcze tyle pięknych słów w języku Sindarin i Quenya, które chciałabym zilustrować… Z tej też okazji powstały 4 nowe projekty, a dwa kolejne są jeszcze w drodze.
Dla pierwszego z nich, z którego jestem najbardziej dumna, lingwistyczną inspiracją stała się Quenya – stworzony przez J.R.R. Tolkiena język
elfów Wysokiego Rodu, zwany również Wysoką Mową, Starodawną Mową czy
elfią łaciną. Nazwałam go Quenya – Fëanáro. Fëanáro oznacza „duch ognisty” i
właśnie to starałam się oddać w skomplikowanych ornamentach i doborze
kamienia. Fëanáro (wersja sindarińska to Faenor, a
najpopularniejsza „zsindarinizowana” to Fëanor) to także postać z
„Silmarillionu” Tolkiena. Był najpotężniejszym z Noldorów, twórcą
magicznych kryształów – Simarilów oraz alfabetu używanego szeroko w
Śródziemiu – tengwaru. Wisiorek wykonałam ze srebra, złota (delikatne kuleczki wplecione w ornamnety) i naprawdę cudownego kamienia słonecznego (który pokazywałam już kiedyś tutaj). Całość prezentuje się naprawdę imponująco i na żywo o wiele ładniej. Włożyłam w niego bardzo dużo pracy.

Drugi elfi projekt to kolczyki wykonane na zamówienie pewnej cudownej, nietypowej panny młodej. Nazwałam je Ithil – co w języku Sindarin oznacza Księżyc, lub też, pisane z małej litery,
blask, połysk (księżycowy). Wkrótce powstanie także wisiorek i diadem do kompletu. Kolczyki wykonane są ze srebra i zdobione kamieniami księżycowymi.

Kolejne dwa projekty także inspirowane są słowaniu z języka Sindarin. Pierwszy to Nelladel (sprzedane), co oznacza dosłownie „dzwonienie dzwoneczków” czy też
„odgłos dzwoneczków”. Kolczyki bardzo delikatnie „podzwaniają” przy
mocnych ruchach, a kwiaty wśród ornamentów mogą kojarzyć się z leśnymi
dzwonkami – stąd też ich nazwa :). Ozdobiłam je pięknymi labradorytami. Druga para to Ethuil (sprzedane), czyli wiosna, zdobione turmalinami, oliwinami i kilkoma maleńkimi pirytami oraz zieloną emalią.


I to tyle z zaległości na dziś. Jutro ciąg dalszy :). A aktualnie pracuję nad zaległym już sporo sekretnikiem dla mojego przyjaciela i stałam się ofiarą jakże prawdziwego powiedzenia, że „lepsze jest wrogiem dobrego”… Najtrudniejszą rzeczą w sekretniku jest dla mnie zapięcie, tak więc zrobiłam całkiem niezłe, po czym wpadłam na „genialny” pomysł innego i postanowiłam je podmienić. Tiaaa… Efekt jest taki, że już od kilku dni nie mogę dojść z nim do ładu. Ale jestem już dobrej myśli i mam nadzieję, że uda mi się je dziś skończyć (pod warunkiem, że panowie w zielonych kombinezonkach kiedyś sobie pójdą ;) ). A potem czeka na mnie mnóstwo kolejnych projektów :). Poza tym chciałabym wreszcie zrobić coś dla siebie…