drakonaria-art blog

    Twój nowy blog

    Po raz pierwszy zaeksperymentowałam z kryształami Swarovskiego. Dla niewtajemniczonych – kryształy Swarovskiego to szkło ołowiowe na punkcie którego oszalał świat, bo niesamowicie się błyszczy (i dużo kosztuje ;P). Tym razem postawiłam na samą fakturę, bez żadnych moich wypukłych lepideł ;). Najzwyczajniej w świecie chciałam zrobić coś niezbyt pracochłonnego. Poza tym prosta, ale moim zdaniem ładna kolorystycznie, bransoletka – zwyczajne, łańcuszkowo łączone kamienie (czaroit od moich kochanych wiedziemek :*, ametysty, granaty, cytryny i bursztyny) plus kilka srebrnych, niewielkich listków. Teoretycznie do kompletu do kolczyków „Indiańska jesień”( już nie u mnie).
    Zatem przedstawiam ;D -> 1) Dark snow (sprzedane), 2) Królowa Śniegu (one NAPRAWDĘ są ładne ;) tylko jakoś badziewnie wychodzą na zdjęciach.. Zresztą już nie u mnie) Wykorzystałam tu efekt białego srebra, 3) Opowieści jesienne (już nie u mnie)




    Generalnie z mojej przygody ze swarkami wniosek jest taki, że ZDECYDOWANIE wolę naturalne kamienie – ale, jak już zauważyłam w wielu galeriach – swarki schodzą jak woda. Zwłaszcza w wersji „swarek zawieszony na kupnym biglu koniec”.
    No i zaczynam myśleć nad naszą wizażową wymianką przedmikołajową ;). Już mam pomysł, tylko muszę zamówić trochę łańcuszków, bo właściwie już prawie nie mam.

    P.S. Poza tym bardzo mi miło, że blog.pl tak namiętnie mnie promuje :D ale w związku z tym, że zdarza się to już trzeci raz w ciągu, zdaje się, dwóch miesięcy, to zastanawiam się czy ktoś się tam we mnie zakochał, liczy na darmowe projekty, czy też może w blog.pl rządzi międzynarodowe lobby pogańskie :))))))) Pozostaje jeszcze wersja, że jestem po prostu interesującą, młodą, zdolną osobą, która zasługuje na promowanie (MWHAAHAHAHA – szatański śmiech mode on) ;)
    I zastanawiam się poważnie nad tym, żeby pisać notki dwujęzyczne – całkiem sporo gości z poza Polski odwiedza tego bloga. Problemem może być jednak ilość tekstu, który bazgrolę w notkach :D Taka notka dwujęzyczna byłaby po prostu gigantyczna.

    Potrójna Bogini, na podstawie jednego z moich poprzednich projektów, jak zwykle srebro pr. 999, zrobione od podstaw, plus fasetowany oliwin w centrum. Wisiorek jest niewielki – ma 3,5 cm szerokości i 2,5 cm wysokości razem z zawieszką. Został zrobiony na zamówienie Oli, która nosi zresztą wykonane przeze mnie Drzewo Życia :). Tym bardziej się cieszę, że ktoś kto ma już coś ode mnie zdecydował się na coś jeszcze ;D zwłaszcza, że to na prezent :). Zdjęcia niestety dość słabe, ale ostatnim momentem na zrobienie zdjęć przed wysyłką był poranek, ze słabym, ciepłym światłem i mgłą – samo w sobie piękne, ale do zdjęć biżuterii średnio na jeża ;).

    A z innych rzeczy to na warsztacie nadal mam sekretnik – już nad nim umieram, ale jestem coraz bliżej końca. Mam już dolne pudełeczko z wyciętym w dnie Awen, pokrywkę z leśnymi motywami, z oliwinem i dwoma szafirami (żółtym i żółto-zielonym) i domontowane zapięcie na szpilkę na łańcuszku (tu były jazdy – pierwszy raz w życiu używałam wiertarki, takiej zwykłej do ścian, do wiercenia w, wydawałoby się delikatnym, srebrze – myślałam, że zawału dostanę ;) do tego jeszcze piłowanie jednego elementu piłą, już po wypaleniu, bo zmieniła mi się koncepcja tego zapięcia i musiałam, z takiej jakby malutkiej rureczki przytwierdzonej do boku sekretnika, zrobić dwie rureczki). Zostały mi do zrobienia tylko dwie rzeczy – domontowanie małego elementu zapięcia i zawieszki na całość. Niestety obie te rzeczy związane są z lutowaniem, a nie mam zielonego pojęcia o lutowaniu. Mam w domu lutownice, ale już wyczytałam, że taka elektryczna nie nadaje się do lutowania srebra i że to robi się palnikiem, tyle, że ponoć jest to strasznie trudne i nie ma szans, żeby za pierwszym razem czegoś nie schrzanić (czytaj – nie stopić tego co nie powinno zostać stopione, a na to sobie nie mogę pozwolić, bo władowałam w ten sekretnik mnóstwo srebra- całe opakowanie 20 g AC – to chyba najdroższy z moich dotychczasowych projektów). No a tak całkiem poza tym to nie mam palnika. Tak więc na razie medytuję nad koniecznością lutowania i zastanawiam się jak to można obejść… W każdym razie wiem już, że to będzie projekt tylko i wyłącznie dla mnie. Nie miałabym serca się go pozbyć.

    P.S. Tak gwoli wyjaśnienia ;) bo spotykam się z tym już kolejny raz – chodzi mianowicie o opinie, że Potrójna Bogini byłaby ładniejsza bez księżyców po bokach (to samo było przy pierwszym wisiorku który zrobiłam z użyciem tego wzoru). Otóż – ludzie – to symbol religijny, w całości, tak jak np. chrześcijański krzyż. Nie obcina się ramion krzyża, bo bez nich krzyż byłby ładniejszy. To już nie byłby krzyż. Potrójna Bogini wygląda właśnie tak. Ma dwa sierpy po bokach. Bez nich nie byłaby Potrójną Boginią ;)

    Taki mały wrzucik, żeby nie było, że nic nie robię ;). Kolce, nadal w klimacie kwiatowym, choć raczej jesiennym – astry, śliwki, wino… :) (już nie u mnie) Miałam problem z mocowaniem brioletek – moja stała bolączka – zwłaszcza, że mają malusieńkie dziurki, więc musiałam użyć drutu 0.25 – stąd ten nieco siermiężny wygląd mocowania, ale i tak mam wrażenie, że wszystko gra i całkiem ładnie to wyszło :) W srebrnych elementach (oczywiście jak zwykle ręcznie wykonanych) osadziłam małe, naturalne rubinki (korundy to kamienie numer 1 jeśli chodzi o AC), krople to rzecz jasna ametysty. W drodze liściasta bransoletka i naszyjnik z lapisem i perłami. Poza tym próbuję zrobić sekretnik, ale to może być hardcore – ale co tam, lubię wyzwania :) Generalnie robiłam 4 projekty na raz, ale doszłam do wniosku, że któryś trzeba wreszcie skończyć i padło na kolce. Voila:

    Moim zdaniem na uchu będą wyglądac bosko :)
    I tak na dodatek, lepsze zdjęcie kolców z kompletu „perłowy ogród”:

    Brak komentarzy

    Dziś wyjątkowo bez zdjęć biżuterii. Jak wreszcie znajdę czas to obfocę najnowsze projekty. Mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu. A notkę piszę głównie z okazji tego, że oficjalnie już postanowiłam, że zaczynam odkładać na piec do wypalania AC. Pewnie długo to potrwa, chyba, że w tzw. międzyczasie znajdę pracę (między innymi dlatego mam mało czasu, że usiłuję napisać drugą pracę magisterską, zaczęłam już studia podyplomowe i wystartowałam z poszukiwaniami mojego „Pracodawcy Idealnego” ;)). W każdym razie piec muszę mieć – to już wiem. Za dużo technik mnie omija. Malowanie srebrem na porcelanie, robienie projektów w złocie i z użyciem złotej folii, projekty przestrzenne z użyciem korka plastycznego, z olejo-pastą (np. osadzanie kamieni w bezel wire – nadal nie wiem jak to przetłumaczyć, łączenie już wypalonych elementów), mogłabym też wypróbować np. brąz, który niedawno na rynek wprowadziła firma produkująca materiały konkurencyjne dla AC… Ach marzenia… ;-) W każdym razie przy regularnym odkładaniu kasy za jakieś pół roku powinno mi się udać. Akurat w tym czasie zdążę podszkolić swoje umiejętności w tych technikach, którymi mogę bawić się bez pieca.
    No, a teraz czas wracać do pisania, bo wieczorem mam spotkanie z promotorem.

    Kilka nowych projektów. Dokończony z poprzedniej notki i dwie pary prościutkich kolców. Lubię połączenie ametystów i bursztynów, więc pewnie coś bardziej skomplikowanego w tej kolorystyce powstanie. No i dalej chodzą za mną perły. Aż dziwne, bo do niedawna byłam ich zdecydowaną przeciwniczką, a tu się okazuje, że wyglądają cudnie w połączeniu z mocno oksydowanym srebrem.
    Perłowy ogród (wisior już nie u mnie):

    i dwa proste liściaste, z cyklu projektów „paściennych” ;) Indiańska jesień (już nie u mnie) i jakaś tam inna jesień, już zapomniałam jak je nazwałam :D w każdym razie też już nie u mnie :

    i to tyle na dziś. Wkrótce więcej nowości :) w jesiennych kolorach i klimatach.
    I chyba muszę skombinować jakiś inny sposób na wrzucanie obrazków, bo z imageshack znikają po pewnym czasie z tego co widzę :(

    Po dłuższej przerwie wrzucam skromny naszyjniczek, zrobiony zupełnie
    inną techniką, To znaczy też AC, a więc czyste srebro, ale grawerowany na sucho, a nie
    lepiony na mokro jak do tej pory. Wiem, że to specjalnie idealne nie
    jest i generalnie nie powala, ale chciałam wypróbować inną technikę. Metoda ogólnie mi się spodobała, więc pewnie zrobię coś
    jeszcze w tym klimacie, tylko bardziej przemyślane, no i wiem co
    technicznie skopałam tym razem. Medalion jest satynowany (dlatego nie błyszczy się jak zwykłe srebro) i podwójnie
    oksydowany.
    W drodze, komplet, o którym pisałam wcześniej – z perłami. Miałam go skończyć szybciej, ale jakoś powoli mi szły te kwiatki ;)

    A poniżej to w jakim stanie jest obecnie ten komplet perłowy. Przed chwilą okazało się też, że najwcześniej skończę go jutro, bo zabrakło mi cienkich szpilek srebrnych i drutu 0,5 :( A najgorsze jest to, że z tego co kojarzę to nie znam w Krk miejsca, gdzie by sprzedawali szpilki 0,5 a nie 0,7, a perełki, których używam mają małe dziurki, buuuuuuuu :( A miałam taką wielką chęć skończyć ten komplet dziś. No ale nic.

    Jak powiedziałam – zrobiłam kolce a la „Geometria liścia” (już nie u mnie), ale tym razem w szarościach. W gruncie rzeczy szarości wyszły trochę niechcący, bo coś schrzaniłam z oksydą, ale spodobały mi się takie, bez tęczy, bo wyglądają na uchu baaardzo elegancko, no i są uniwersalne kolorystycznie. W sumie chętnie bym je sobie zostawiła, bo podobają mi się, tyle, że platonicznie, bo generalnie nie są w moim stylu. Voila:

    Trochę się przy nich powkurzałam, bo zgubiłam połówkę jajka niespodzianki, które było nieodzownym narzędziem w ich produkcji ;) w związku z tym okręgi nie wyszły idealne. W dodatku nadal go nie znalazłam, BU :(
    Teraz siedzę, ale powoli, nad kolejnym perłowym naszyjnikiem. Z tą różnicą, że ten nigdzie nie pojedzie. Będzie bardziej smukły i ażurowy niż Tajemniczy ogród.

    Tym razem naszyjnik, z okazji Lughnsadh (już nie u mnie). Korale, lapis lazuli, mleczne bursztyny, jak maki, chabry i zboże :) Korali nie lubię i nie noszę, tak więc naszyjnik zdecydowanie nie zostanie u mnie. Ciężko mi też go było obfocić. Specjalnie na zdjęcia polazłam do pobliskiego lasku, ale po drodze spotkałam pustułki i wypstrykałam cały akumulator na ptaki (zdecydowanie musze kupić nowy), a na biżu zabrakło :D więc musiałam focić jednak w domu w kiepskim świetle itd. Drugie zdjęcie jest z pleneru, ale robione na ślepo, bo aparat oszczędzał już na wyświetlaczu ;)

    I kolejny wisiorek, tym razem prostszy. „Kwiat paproci” – srebro pr. 999 i oliwiny, w tym centralny, cudny, bardzo czysty fasetowany, wielkości 0,5 cm. Całość mocno oksydowana. Wielkość ok. 4,1 cm bez zawieszki. Miałam trochę zabawy przy nim, bo paprotka przed wypaleniem kilkakrotnie mi się łamała zanim powędrowała na tło, więc musiałam z nią trochę pokombinować, ale wygląda tak jak miała wyglądać :). Wisiorek już nie u mnie. W drodze naszyjnik na Lughnasadh.

    I skończyłam większy projekt, nad którym siedziałam ostatnio.
    „Tajemniczy ogród” – jak zwykle srebro pr. 999, cudna australijska
    perła słodkowodna i dwa sznurki maleńkich perełek. Wisior w środku
    wyściełany jest czarnym aksamitem, który fajnie podkreśla biel perły.
    Projekt zrobiłam na taki art clay’owy konkurs, gdzie głównym tematem są
    właśnie perły. Generalnie jestem z niego zadowolona, zwłaszcza, że jest
    przestrzenny, a do tej pory robiłam formy raczej płaskie. Bryła robiona
    była bez korka plastycznego, bo niestety nie mam pieca, a korka tylko w 
    piecu można używać, więc musiałam sobie poradzić inaczej ;). Ten
    projekt póki co nie jest nigdzie dostępny, bo jedzie do Japonii :)
    Wygrać nic nie wygram, bo ja to płotka jestem i uczniak przy tych
    wszystkich artystach robiących w AC na świecie, ale dlaczego się gdzieś
    nie pokazać.

    Dorzucę pewnie dziś jeszcze 2 pary kolczyków, ale takie prościutkie, robione w przerwie w tym projekcie, tylko muszę im zdjęcia zrobić.
    EDIT ;) Dwie pary kolców- jedne proste i nie w moim guście ;) – Noc (a jednak w czyimś guście, bo już nie u mnie, i ciągle stwierdzam, że gusta konsumentów to dla mnie zagadka, zwłaszcza po tym jak srebrna owca, której zdjęcia na blogu nie ma, właśnie dlatego, że nie chciałam się nią chwalić, heheh, znalazła swojego nabywcę najszybciej ze wszystkich moich tworów… ;D i NIE, nie będę robić rzeczy ascetyczno-futurystyczno-geometrycznych :P), drugie (dla mnie cudne) z plastrami agatu mszystego i listkami (już nie u mnie). Plus Leśne płomienie po poprawce oksydowej drutu przytrzymującego briolette- moim zdaniem dużo lepiej.


    • RSS