drakonaria-art blog

    Twój nowy blog

    I kolejna para w ramach drobnych projektów – tym razem ze szmaragdowymi jadeitami:

    Zdjęcia zrobione w pięknej Piłce niedaleko Lublińca :)

    I kolejne kolczyki jako przerywnik w większym projekcie, który mnie zmęczył i musiałam sobie na jakiś czas odpuścić.
    „Morski skarb” – oksydowane na niebiesko srebro, kyanity i perełki słodkowodne (już nie u mnie). Przy okazji zrozumiałam, że zamocować dobrze pastylkę to kurcze jest sztuka.

    Nie jestem specjalnie dumna z tych kolczyków, ale powstały jako mini przerwa w przygotowaniach do obrony na skutek tęsknoty za czymś bardziej dzikim niż szkapienie się 8 godzin w laptopa ;). A skoro już są to wrzucam (już nie u mnie). Przy okazji – obroniłam się na 5 z wyróżnieniem i jestem mega szczęśliwa :D . Teraz jeszcze druga magisterka we wrześniu. A póki co mogę kombinować z biżu ile wlezie, tak więc wkrótce więcej nowości :) Jak tylko przyjdą materiały -dlatego zresztą nie zrobiłam myszołowa, bo coś, nie wiem dlaczego, wolno idzie przesyłka (mam nadzieję, że nic się nie stało, bo to już 10 dni) z gliną.

    Teraz marzy mi się zrobienie przed pierwszą obroną myszołowa z czarnym szafirem gwiaździstym. Dla mnie tylko i wyłącznie :) Szanse mam spore, bo jak się nie zbiorę to będę mieć czas do września :> Projekt mam już rozrysowany w moim tró magicznym ;D biżuteryjnym zeszyciku i rozłożony w głowie na kolejne etapy… Marzy mi się robienie jego sylwetki, formowanie pojedyncznych piór, osadzanie kamienia… Ale nie, ten tydzień ogłaszam tygodniem bezbiżuteryjnym. Trzeba pisać.

    W przerwie od pisania magisterki zrobiłam taki mały komplecik. Główne elementy, te romby, fakturowałam własnoręcznie zrobionym zwijańcem drutowym ;) Nie używam gotowych faktur, poza tymi, które zrobiła Natura. Strasznie mnie mierzi, jak widzę np. jak ktoś robi jakąś biżu w AC, odbija np. rzeźbienia fragmentu jakiejś szkatułki, którą ma pod ręką, uchwyt łyżeczki, czy cokolwiek innego, a potem cały szczęśliwy, że zrobił ładną biżuterię. Ale czyjego ona jest autorstwa? Tego co zrobił tą, dajmy na to, rzeźbioną cukiernicę, czy tego kto ją odbił? Pewnie, że AC kusi żeby odbijać, bo jest do tego wręcz idealny, ale to już kwestia własnego spojrzenia na sprawę. Jeśli robi się dla siebie, to pół biedy, ale jak już się sprzedaje jako własny handmade, a całą ozdobą jest właśne ta faktura, to coś tu jest nie tak.
    Dobra, koniec krytykanctwa ;) Poniżej komplecik. Kojarzy mi się z klimatem starego zamku, więc tak go ochrzciłam.



    A, i przy okazji robienia tego kompletu dowiedziałam się, że rubin też może trachnąć i rozpaść się na kawałki, które wylatują jak z procy. Dlatego ZAWSZE podczas podgrzewania jakicholwiek kamieni  TRZEBA NOSIć OKULARY OCHRONNE! Ja, jako, że takich chwilowo nie posiadam, to latam po kuchni w przeciwsłonecznych ;D A rubinek miał pewnie jakieś inkluzje zbyt duże, żeby wytrzymać.

    Kolejny projekt- tym razem „resztkowy”, choć w 100% zaplanowany :) Niesamowicie ascetyczny i geometryczny jak na mnie. Resztkowy, bo powstały z resztek z innych projektów. Zawsze po robieniu czegoś w AC zostaje sporo drobnych okruszków, obklejonych pędzli, skrawków, które zdążyły zaschnąć itd. Zbieram je wszystkie starannie. W końcu to srebro. A jak zbierze się wystarczająca ilość, to przerabiam je na AC pastę (którą można normalnie też kupić gotową, ale gotowej używam do klejenia) i wykorzystuję do projektów wymagających „paściennej” ;) techniki. I oto efekt – „Geometria liścia” (już nie u mnie). Poszalałam trochę z kolorami oksydy, dla kontrastu wypolerowałam okrąg. I jest – dwa ideały – koło i dzieło Natury :) Spodobał mi się, więc jak znowu będę miała resztki to zrobię takie same kolczyki.

    I drzewo gotowe. Wydaje mi się, że wyszło fajnie, choć nie w 100% zgodnie z założeniami. W każdym razie bardzo ładnie wygląda na szyi. Zdecydowałam się jednak na diopsyd, w sumie nawet nie dlatego, że oczarował mnie mój własny wytwór ;) ale dlatego, że bardziej pasował. Ginie trochę w tym srebrze, ale daje to fajny efekt takiego „skarbu ukrytego w korzeniach”. Bardzo ciężko niestety ten wisiorek sfotografować. Tak czy inaczej efekt poniżej. Wisiorek już nie u mnie.


    A tak zupełnie poza tym, to naszła mnie refleksja, że nie lubię Art Claya slow dry. Jakiś taki dziwny jest i stwierdzam to już drugi raz. Kiedyś na próbę kupiłam 10 g i myślałam, że trafiłam na złą sztukę albo cuś… Ostatnio chciałam kupić dwie dwudziestki AC klasycznego, a była tylko jedna, więc drugą kupiłam slow dry i znowu to samo. Chodzi mianowicie o to, że AC slow dry niby schnie wolniej i w gruncie rzeczy muszę się z tym zgodzić, ale chodzi chyba raczej o wyschnięcie totalne. Za to jakby szybciej osiąga taką jakąś nieprzyjemną konsystencję, którą ciężej się modeluje. Jest taki jakiś jakby bardziej wilgotno-oleisto-oporny, a zwyczajny AC jest po prostu wilgotny i mięciutki. Drzewo robiłam właśnie ze slow dry i miałam z nim trochę problemów.

    Jak robię to co robię? Można najpierw o tym – dzięki komu. Otóż pewna japońska firma, która (według PR-owej legendy ;>) miała na względzie głównie dobro środowiska naturalnego (i oczywiście nie chodziło w żadnym wypadku o pieniądze ;) ) postanowiła zająć się odzyskiwaniem metali szlachetnych z surowców, które normalnie wylądowałyby na wysypisku. Chodziło np. o srebro. A gdzie można znaleźć niepotrzebne srebro? Ano na przykład w rozmaitego rodzaju kliszach fotograficznych. Niby śmieć, ale jeśli to dobrze przerobić można uzyskać czyste srebro. Tym właśnie zajęła się owa firma, ale wpadła na jeszcze lepszy pomysł – można sprzedać coś ciekawszego niż po prostu srebro. I tak powstał Art Clay (a później jego odpowiednik PMC) – czyli taka „magiczna” glina, która składa się w około 90% (zależnie od wersji) z czystego srebra, wody i łącznika organicznego. Dzięki tym dwóm dodatkom całość nabiera konsystencji gliny i daje się modelować w podobnym stopniu. I tu wkracza artysta – rzeźbi, fakturuje, lepi, modeluje – generalnie przelewa w taką srebrną glinę swoje pomysły. Ale to nie koniec. Potem, po starannym wysuszeniu gotowego projektu trzeba go wypalić w odpowiedniej temperaturze. Musi być taka, żeby wyparowały resztki wody, które zostały w projekcie, wypalił się łącznik organiczny, a atomy srebra zaczęły lgnąć do siebie. Po wypaleniu w projekcie zostaje srebro próby 999 (a więc najwyższej możliwej). Otrzymujemy więc biżuterię z czystego, szlachetnego srebra. Genialne :D i w dodatku proste, ale ktoś musiał na to wpaść :). Potem można wobec takiej biżuterii stosować wszelkie klasyczne techniki, a więc polerowanie, oksydowanie, satynowanie itd. Dodatkową zaletą takie srebra jest to, że dużo wolniej ciemnieje, a więc zostaje dłużej dokładnie takie jak zamierzył artysta. Istnieje również Art Clay złoto, platyna, a od niedawna także brąz. I to tyle na dziś :)

    Wracam do projektu – pierwsze części drzewa już wyschły. Co do kamienia to zdecydowałam – jeśli uznam, że końcowy model bardzo mi się podoba to użyję diopsydu (ma cudowny, ciemny, szmaragdowy kolor), a jeśli nie będę mega zachwycona to użyję oliwinu, bo mam ich pięć ;). W ogóle zrobiłam super zakupy – pięć małych, czarnych szafirów gwiaździstych (kaboszony), pięć oliwinów (okrągły fasetowany), pięć granatów (fasetowane markizy), jeden szafir ciemno zielono-niebieski (owal faset), szafir w cudownym, słonecznym żółtym kolorze (też owal faset, i już wiem do czego go użyję), piękna łza, kaboszon kamienia słonecznego (też mam już projekt do niego) no i okrągły, fasetowany diopsyd chromowy. Wszystkie mają szanse przetrwać wypalanie w niezmienionym stanie.

    Wczoraj znowu, zamiast pisać magisterki siedziałam i rzeźbiłam, wypalałam, oksydowałam (zaśmierdziałam cały dom zgniłymi jajami), polerowałam… Ogólnie dobrze się bawiłam:). Efektem są trzy kolejne zrealizowane projekty. Jeden to komplet – miał być  w zamyśle prosty, ale przy moim horror vacui i tak wyszło mocno zdobnie. Proste zostały jedynie kształty, ale wydaje mi się, że ten komplet jest idealny np. do małej czarnej, czegoś prostego w formie ogólnie. Po raz pierwszy zaeksperymentowałam też z kolczykami. W sumie wyszły trzy pary. Ta od kompletu „Chłód kwiatów” (wisiorek od kompletu już nie u mnie), „Boudoir” – bardzo zdobna, z czarnymi perłami i ametystami, fakturowana koronką (już nie u mnie) i skromniejsze, w klimacie niczym z wykopalisk archeologicznych Lunule z symbolem Potrójnej Bogini, nefrytami i bursztynami (już nie u mnie):

    Najbardziej jestem zadowolona  z kompletu. Sporo pracy mnie kosztował. Każdy płatek, listek itd. formowany osobno. Najmniej, z tego co zauważyłam podobają się lunulki, ale na żywo, moim zdaniem wyglądają ślicznie – takie dzikie, chropowate, miodzio :) Najwyżej zostawię sobie – nie ukrywam, że płakać nie będę ;D (jak się okazało jednak ktoś je polubił :) ) Ostatnio bardzo żal mi było rozstać się z wisiorem lunulą, której zdjęcie jest we wcześniejszej notce.  A teraz trzeba wracać do pisania. Ostatni rozdział magisterki przede mną… A kolejny projekt biżu mam już rozrysowany i rozpisany – tym razem Drzewo Życia z diopsydem chromowym albo peridotem – muszę to jeszcze przemyśleć. W każdym razie kamień będzie zielony. Jedyne czego się boję to jak peridoty zareagują na wysoką temperaturę, bo słyszałam, że mogą ciemnieć i robić się oliwkowe/khaki/brązowe. Głupio by było, ale nic, zobaczy się :)

    A tak wyglądały same początki. Początki, to brzmi poważnie, ale jak wspomniałam wcześniej było to (poza tym, że za górami i za lasami ;) ) to jakieś 8 tygodni temu. Pierwsze projekty raczej średnie, ale cóż. 1) Premiera ;), takie sobie kwiatowe coś, raczej nie do użytku, choć jak się okazało potem, po drobnych poprawkach komuś przypadło do gustu, więc już nie u mnie 2) Koło Roku (już nie u mnie), 3) Potrójna Bogini (już nie u mnie)

    Kolejne też były różne:)
    1) Pentagram (już nie u mnie), 2)Triskel (już nie u mnie), 3)Lunula (już nie u mnie), 4)Listek z biedronką (już nie u mnie), 5) Księżycowy Kwiat (już nie u mnie)




    Potem naszło mnie na duże ilości kwiatów, co trwa, póki co do teraz. Co więcej, zaczęło mi się podobać to co robię i sama zaczęłam namiętnie nosić robioną przez siebie biżuterię ;D
    1) „Wiosna z kroplą słońca” – już nie u mnie, 2) „Obfitość natury” – już nie u mnie, 3) „Słodki banał?” – już nie u mnie)

    I to by było na tyle, jeśli chodzi o sięganie początków ;) Kolejna porcja wraz z kilkoma informacjami o technice już wkrótce :)


    • RSS