Jak zwykle po urlopie ciężko wrócić mi do codziennych zajęć. Od powrotu z Hiszpanii (o inspiracjach, które stamtąd przywiozłam następnym razem :) ) nie leniuchowałam jednak tak totalnie. Miałam przyjemność wykonać całkowicie wyjątkowe zlecenie – diadem na całkowicie wyjątkowy ślub :). Tak naprawdę diadem stanowił zwieńczenie kompletu ślubnej biżuterii, który tworzyły kolczyki z tej notki i Potrójna Bogini z tej – wszystko zdobione kamieniami księżycowymi.
Nigdy wcześniej nie robiłam ślubnej biżuterii i ucieszyło mnie niesamowicie, że mogłam zrobić coś naprawdę innego – z jasnymi kamieniami, ale w oksydzie i magiczno-romantycznym klimacie, który najbardziej lubię. Panna młoda wyglądała przepięknie, niczym wyjęta z jakiejś dawnej baśni, w białym płaszczu z kapturem, cudnie upiętymi włosami. Bajka :).  No, ale zamiast gadania kilka zdjęć ;):



A jako że, jak to ładnie Morven ujęła ;), ja i panna młoda jesteśmy „siostrami po miotle” :), więc i ja tam byłam, miód i wino piłam (dosłownie jedno i drugie :)).  Wesele też było nietypowe, bo stylizowane na celtyckie. Świetna muzyka na żywo, rodem z Zielonej Wyspy, w wykonaniu The Reel Jigs, reprezentacja fantastycznego zespołu tańca irlandzkiego Galway, w którym tańczy panna młoda, prawdziwy dudziarz (wydawało mi się, że nie znoszę dud – teraz wiem, że to nieprawda :D Dudy mają SZMOC!), mnóstwo innych atrakcji, no i oczywiście wspaniali goście :). Zabawa była naprawdę przednia, muzyka aż rwała do tańca. A następnego dnia odbył się ślub religijny – w lesie, w ścisłym gronie przyjaciół.  Jak widać można inaczej :). Bez husteczki haftowanej, „Białego misia”, przechodzenia pod sznurkiem i „Jedzie pociąg z daleka” ;). Za to z pomysłem i pasją. Oby więcej takich ślubów i wesel!