drakonaria-art blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: kolczyki

    Wiele razy wspominałam już, że nie przepadam z kryształami Swarovskiego, ale zima, karnawał itd. to właśnie ten okres w roku, kiedy zdarza mi się je wykorzystywać. Tym sposobem powstały dwie, dość proste formy ze „swarami”. I co? Najlepsze jest to, że przynajmniej jednymi (tymi w szlifie Helios) jestem całkowicie zauroczona ;). Piękny, ciekawy szlif i taaaak się błyszczą :).


    Do tego „Pani”, inspirowana tą grafiką, moje zabawy „futrzarskie” i swary w znanej już wersji śnieżynkowej :). I jeszcze romatyczny wisior z jaskółką, wykonany na zamówienie, z napisem wyrytym przez Klienta, całość wg jego projektu; folkowe, kolorowe kolczyki, także wykonane na zamówienie i mała wersja Laurelindorenan, ze złotym labradorytem.

    Jutro wyjeżdżam na urlop :). Tym razem zwiedzać Hiszpanię. 27 lipca znowu będe do dyspozycji swoich wspaniałych Klientek :). Wtedy też odpowiem na wszystkie zaległe maile, zapytania itd.
    A tymczasem przed urlopem z prędkością cyklonu ;) realizowałam zamówienia. Dziś pokażę pięć z nich plus kilka kilka innych, nowych projektów.
    Ostatnio powstał więc „Zielony triskel” na zamówienie pewnej miłej wiedziemki ;), Potrójna Bogini, tym razem w stylistyce elfiej, zdobiona kamieniami księżycowymi na zamówienie innej miłej wiedziemki, kolejna odsłona kolekcji Sindarin, tym razem Amath – Tarcza, zdobiona czarnymi turmalinami i złotym topazem – dla jeszcze innej miłej wiedziemki ;D. Poza tym komplet „Świtezianka”, bazujący na wzorze kolczyków, które wykonałam kiedyś, tym razem w formie wisiora i niewielkich kolczyków, a to wszystko zdobione labradorytami i apatytami – dla Pani Magdaleny, i wreszcie wisior „I love”, podobny do wykonanego kiedyś, ale w wersji odbicia lustrzanego i innymi z ornamentami kwiatowymi – dla Melissy. Ufff… ;) A teraz dzielnie walczę z elfio-księżycowym diademem – też na zamówienie.



    Poza tym zrobiłam też kilka mniejszych i większych projektów, które zamówieniami nie były :). I tak powstały kolczyki „Przeczucie jesieni” (sprzedane), zdobione motywami leśnymi i dymem z ogniska ;) oraz przepięknymi minerałami w jesienno-ognistych kolorach. Na żywo wyglądają o wiele ładniej. Tak mnie wzięło na te jesienne klimaty pewnie z tęsknoty za bardziej znośnymi temperaturami ;). Niejako przy okazji zrobiłam też elfie maleństwa – „Elfie łzy” (sprzedane),  ozdobione naprawdę przepięknymi brioletami cudnie połyskujących labradorytów i maleńkimi kwarcami diamond grey. To tak dla miłośniczek mniejszej biżuterii :). Do tego powstał niedawno męski wisiorek przedstawiający symbol Rogatego Boga – sprzedany (zainteresowanych symboliką, bynajmniej nie „satanistyczną” odsyłam tutaj ), zdobiony naturalnym kamieniem słonecznym.



    Ostatni projekt na dziś to naszyjnik, z którego jestem szczególnie dumna – „Półcienie” (sprzedany).
    Projekt inspirowany jest grą słońca i cieni, leniwym popołudniem, kiedy
    złote promienie mieszają się z podświetloną zielenią liści drzew i
    kwiatów. Taki nasycony barwami obrazek. Zrealizowałam go w srebrze łącząc technikę metal clay z elementami wire wrappingu. Rzeźbiony srebrny element został także czesciowo pozłocony i pokryty emalią. Naszyjnik zdobi mnóstwo pięknych turmalinów w różnych odcieniach zieleni, kwarc lemon, oliwiny, piryty, żółty szafir i diopsyd chromowy.


    I to tyle z nowości. A teraz zmykam, bo muszę zrobić jeszcze mnóstwo rzeczy przed wyjazdem :). Do zobaczenia wszystkim :). Mam nadzieję, że nie za dużo tego wszystkiego dziś było ;).

    Dziś będzie naprawdę długa notka, tak więc tych, którzy właśnie przeczytali jej początek uprasza się o uzbrojenie się w cierpliwość ;). Obiecuję jednak, że będzie ciekawa :).
    Pokazałam ostatnio kilka prac z patynowaną miedzią i wspominałam, że z dojściem do efektu ładnej patyny miałam spore przygody. Pierwszą pracą, którą usiłowałam spatynować była broszka „Łowicz 3010″ (sprzedana), stanowiąca taką moją zabawę popularnymi w tym roku motywami folkowymi. Podeszłam do sprawy metodycznie – znalazłam w sieci kilka przepisów na patynę i zaopatrzyłam się w odpowiednie surowce. I tym oto sposobem broszka, po „ziszczeniu” się ze szkicu w metal (brąz i miedź), po raz pierwszy zawisła w szczelnie zakręconym słoju wypełnionym nieziemsko śmierdzącą chemią (całe szczęście niespecjalnie szkodliwą).

    I wszystko wyglądało dość ciekawie, póki nie wyjęłam broszki ze słoja po kilku dniach, a ona okazała się być obrośnięta cudnie kobaltowymi kryształkami. Efekt bardzo ładny, ale nie taki o jaki chodziło. Poza tym kryształki okazały się być rozpuszczalne w wodzie. Tak więc pudło. Zmieniłam recepturę – tym razem spróbowałam eksperymentu ze szkoły podstawowej – kreda z octem :). I znowu pojawiły się kryształki, tym razem w pięknym morskim kolorze, niestety również rozpuszczalne w wodzie i w dodatku strasznie śmierdzące.

    Dopiero po wielu eksperymentach udało mi się uzyskać ładny, trwały efekt w kolorze kobaltowym, a na samym końcu wreszcie patynę w typowym morsko-niebieskim kolorze – taką, o jaką chodziło mi od samego początku :). I tym oto sposobem powstała folkowo – archeologiczna, eksperymentalna brosza :).

    Poza tym spotkałam się dziś z moją stałą, przemiłą Klientką :) i razem z dwoma parami elfich kolczyków zawiozłam jej labradorytowy wisior „Uroczysko” (właśnie przed chwilą wymyśliłam mu nazwę ;) ). Miałam zrobić zawieszkę do tego konkretnego kamienia i tak to właśnie wyszło. Zależało mi na tym, żeby zawieszka nie próbowała przyćmić tego przepięknego labradorytu, ale jednocześnie podkreślała jego piękno.

    Poza tym kilka dni temu wykonałam także na zamówienie kolczyki „Noc w lesie II” luźno bazujące, na moim wcześniejszym wzorze. Tym razem podstawowym materiałem był brąz, przybrany pięknymi turmalinami w różnych ciepłych odcieniach oraz oliwinami.

    I na koniec jeszcze dwie pary kolczyków z brązowo-srebrnej kolekcji Aes brundusinum. „Lniane” i „Koła czasu”. Pierwsze zdobione kamieniem słonecznym i cytrynem, drugie turkusami. Dziś skończyłam kilka kolejnych par w tych klimatach, ale na razie nie zdążyłam ich obfocić. I jeszcze sprzedany już, bardzo letni naszyjnik „Łąka w brązie” :). Uwielbiam taki oksydowany na tęczowo brąz.



    I na dziś to by było tyle :).

    O 13:29 rozpocznie się astronomiczne lato. Dzisiejszy dzień jest
    tym najdłuższym w roku, a noc najkrótszą i według wielu wierzeń pełną
    rozmaitych dziwów. To właśnie w tę noc kwitnie kwiat paproci :), a w
    niektórych miejscach wieczorami wciąż rozpoczynają się szalone tańce w
    okół ognisk. Letnie przesilenie to w wielu kulturach święto Słońca,
    ognia, wody, urodzaju, płodności, radości i miłości. Obchodzone było ( a
    w niektórych miejscach nadal jest) na obszarach zamieszkiwanych przez
    ludy słowiańskie, bałtyckie, germańskie, celtyckie i nie tylko.

    Dziś z tej właśnie okazji trochę cudów u mnie w galerii Trendymania :). Poza
    bardzo atrakcyjnymi promocjami na wszystkie produkty przygotowałam też
    małą niespodziankę. Do każdego zamówienia złożonego w czasie trwania
    promocji w mojej galerii w Trendymanii dołączona zostanie niewielka (2,5 cm średnicy)
    zawieszka przedstawiająca Słońce, wykonana z brązu wg mojego autorskiego
    projektu. Słoneczka są numerowane na rewersie i zostały wykonane
    specjalnie na tegoroczne Letnie Przesilenie.

    Promocja będzie trwała do jutra do okolic godziny 13:29 :).

    Zapraszam serdecznie i życzę wszystkim mnóstwo Słońca w tym
    wyjątkowym dniu :). Choć jak na złość u mnie za oknem szaro i buro, a ja leczę się z zapalenia nerek ;/.


    A tak poza tym, to podrzucam kilka zaległości oraz nowości. Po pierwsze wreszcie mogę się pochwalić sekretnikiem wykonanym na zamówienie mojego wspaniałego Przyjaciela :). Sekretnik zdobiony jest motywem rogów, Drzewa Życia, Słońca i Księżyca:

    Za mną też moje pierwsze próby z patynowaniem miedzi (ale o tym to będę musiała napisać osobno, bo to cały thriller ;) ). W każdym razie pokazuję dwie przykładowe prace - Maski (sprzedane) i Zagubiony w morzu. Obie prace to miedź łączona ze srebrem.


    I to tyle w tym pięknym, aczkolwiek bezsłonecznym póki co ;), dniu.

    Tak się czasami dziwnie składa, że potrzeba remontu, żeby znaleźć czas na napisanie nowej notki ;). Dawno mnie tu nie było, a że właśnie w moim warsztacie pod biurkiem leży pan w gustownym zielonym wdzianku zakładając coś na kaloryferze i demolując różne inne rzeczy (i tak po jednym panu z dziwnym sprzętem w każdym pomieszczeniu) to jedyne co mi pozostało to siąść w kącie przy komputerze i coś nasmarować :). Mam sporo zaległych projektów do pokazania, ale postanowiłam sobie, że zrobię to na raty, żeby nie zarzucać swoich szanownych Czytelników zbyt dużą ilością obrazków na raz.

    Ostatnio znowu wróciłam do elfich klimatów. Zostało mi jeszcze tyle pięknych słów w języku Sindarin i Quenya, które chciałabym zilustrować… Z tej też okazji powstały 4 nowe projekty, a dwa kolejne są jeszcze w drodze.
    Dla pierwszego z nich, z którego jestem najbardziej dumna, lingwistyczną inspiracją stała się Quenya – stworzony przez J.R.R. Tolkiena język
    elfów Wysokiego Rodu, zwany również Wysoką Mową, Starodawną Mową czy
    elfią łaciną. Nazwałam go Quenya – Fëanáro. Fëanáro oznacza „duch ognisty” i
    właśnie to starałam się oddać w skomplikowanych ornamentach i doborze
    kamienia. Fëanáro (wersja sindarińska to Faenor, a
    najpopularniejsza „zsindarinizowana” to Fëanor) to także postać z
    „Silmarillionu” Tolkiena. Był najpotężniejszym z Noldorów, twórcą
    magicznych kryształów – Simarilów oraz alfabetu używanego szeroko w
    Śródziemiu – tengwaru. Wisiorek wykonałam ze srebra, złota (delikatne kuleczki wplecione w ornamnety) i naprawdę cudownego kamienia słonecznego (który pokazywałam już kiedyś tutaj). Całość prezentuje się naprawdę imponująco i na żywo o wiele ładniej. Włożyłam w niego bardzo dużo pracy.

    Drugi elfi projekt to kolczyki wykonane na zamówienie pewnej cudownej, nietypowej panny młodej. Nazwałam je Ithil – co w języku Sindarin oznacza Księżyc, lub też, pisane z małej litery,
    blask, połysk (księżycowy). Wkrótce powstanie także wisiorek i diadem do kompletu. Kolczyki wykonane są ze srebra i zdobione kamieniami księżycowymi.

    Kolejne dwa projekty także inspirowane są słowaniu z języka Sindarin. Pierwszy to Nelladel (sprzedane), co oznacza dosłownie „dzwonienie dzwoneczków” czy też
    „odgłos dzwoneczków”. Kolczyki bardzo delikatnie „podzwaniają” przy
    mocnych ruchach, a kwiaty wśród ornamentów mogą kojarzyć się z leśnymi
    dzwonkami – stąd też ich nazwa :). Ozdobiłam je pięknymi labradorytami. Druga para to Ethuil (sprzedane), czyli wiosna, zdobione turmalinami, oliwinami i kilkoma maleńkimi pirytami oraz zieloną emalią.


    I to tyle z zaległości na dziś. Jutro ciąg dalszy :). A aktualnie pracuję nad zaległym już sporo sekretnikiem dla mojego przyjaciela i stałam się ofiarą jakże prawdziwego powiedzenia, że „lepsze jest wrogiem dobrego”… Najtrudniejszą rzeczą w sekretniku jest dla mnie zapięcie, tak więc zrobiłam całkiem niezłe, po czym wpadłam na „genialny” pomysł innego i postanowiłam je podmienić. Tiaaa… Efekt jest taki, że już od kilku dni nie mogę dojść z nim do ładu. Ale jestem już dobrej myśli i mam nadzieję, że uda mi się je dziś skończyć (pod warunkiem, że panowie w zielonych kombinezonkach kiedyś sobie pójdą ;) ). A potem czeka na mnie mnóstwo kolejnych projektów :). Poza tym chciałabym wreszcie zrobić coś dla siebie…

    Jak widać wróciłam, choć do tej pory ciężko mi przestawić się na tryb codziennego funkcjonowania. Jestem niesamowicie zachwycona Bałkanami i chyba tak trochę nietypowo, bo np. jeśli chodzi o Chorwację to najbardziej podobają mi się tam… góry :). Są przepiękne, zwłaszcza z bliska, takie dzikie i surowe. Wspaniale się po nich chodzi, choć jednak nieco niebezpiecznie, bo szlaków w gruncie rzeczy nie ma, no i zbudowane są z takiej bardzo mocno zerodowanej skały (przynajmniej te w okolicach Dubrownika), tak więc trzymanie się czegokolwiek często wiąże się z tym, że to coś zostaje w ręce, a trzymanie się roślin bywa jeszcze bardziej „zabawowe”, bo większość kłuje. Dreszczyk emocji był, ale w końcu o to przecież chodzi ;). No i węże. Tak, węże to w tych górach zdecydowana atrakcja ;). Tak czy inaczej jeszcze nigdy nie chodziłam po górach, z których widać morze. To naprawdę niezapomninane przeżycie. Oczywiście zobaczyliśmy „obowiązkowe” punkty programu takie jak Split, Trogir, Dubrovnik, Jeziora Plitvickie (tu też wow..), Krka, a poza Chorwacją Lubljana, jaskinia Postojna (! polecam każdemu), plus zahaczyliśmy o Bośnię i Hercegowinę, ale gór nic nie przebije. Poniżej kilka zdjęć:


    Ale – wracając do tematu biżuterii :) – ostatnio bynajmniej nie leniuchowałam. Po powrocie zrealizowałam trzy zamówienia i poświęciłam sie eksperymentom. Pierwsze zamówienie to komplet wykonany dla Pani Joanny, będący wariacją na temat „Leśnych duszków”, tym razem także z naszyjnikiem, całość bogato zdobiona ciemno zielonymi turmalinami, jasnymi oliwinami i pojedynczymi oponkami złotego pirytu. Zdjęcia słabe, bo uczę się właśnie obsługi nowego sprzętu fotograficznego i widzę, że dużo, oj dużo nauki przede mną. Drugie zamówienie to wisior wykonany dla Aife„Pentakl z piórem”, który wzbogacił pięknie moją galerię pentakli :), a trzecie to niewielki wisiorek zrobiony dla Kate, która zakupiła wcześniej ode mnie kolczyki „Aegishjalmur” do których to wisiorek miał pasować.



    Jeśli chodzi o eksperymety to zaczęłam łączyć brąz z miedzią. Moim pierwszym projektem, w którym połączyłam te metale jest „Odpocznij wiosennie” (sprzedane). Prawdę mówiąc jestem nawet nieco zaskoczona, że tak dobrze technicznie to wyszło. Marzyło mi się, żeby spatynować całość na niebiesko-zielono i potem ściągnąć patynę wybiórczo, ale póki co przeraża mnie chemia, którą trzeba do tego zastosować i w końcu zdecydowałam się na klasyczną oksydę. Co prawda znalazłam jeden bardziej przyjazny dla środowiska sposób patynowania, ale nie chce mi się wierzyć, żeby działał – cóż, sprawdzę wkrótce, przy kolejnym wypale brązu i miedzi. Pierwsze zdjęcie to „surowy” projekt, jeszcze nie wypalony, dwa pozostałe to już lity brąz i czysta miedź. Spełniło się moje marzenie o ażurach :). Na pewno będzie ich więcej.

    Poza tym przy okazji zrobiłam kilka mniejszych projektów, będących bądź to mieszanką miedzi i brązu, bądź też samym brązem. Poniżej dwa z nich – „Łąka w brązie” (sprzedane) (zachwyciły mnie te kolory i faktura, więc niedługo powstanie duuuży naszyjnik do kompletu) oraz „Liście w kolorze” (sprzedane), łączące w sobie brąz, miedź i oksydowane na grafitowo srebro (ogólnie wszystkie bigle i dodatki w brązowych projektach są srebrne, ze względu na wygodę użytkowania). Do tego, tym razem w srebrze, jeszcze jeden egzemplarz mojej mini serii „Kwiaty polskie”, tym razem „Folk na zielono” (sprzedane).


    I to tyle na dziś :). Właśnie odpisuję na ostatnią porcję zaległych maili, tak więc czekających na odpowiedzi proszę jeszcze o odrobinę cierpliwości.

    Chwilę mnie tu nie było, ale postaram się nadrobić :). Na raty, bo jestem w trakcie przesiadania się ze starego laptopa na nowy, a chwilowo od jednego z nich dzieli mnie kilka kilometrów, a mam na nim część zdjęć ostatnich prac. Tak czy inaczej dziś przede wszystkim moja interpretacja jednego z ostatnich trendów – miliatarnego :). Tak ogólnie rzecz biorąc to rzadko kiedy „podążam” za modą. Raczej robię po prostu to co mi w duszy gra – czasami to coś akurat zbiegnie się z aktualnymi „wrzaskami mody” ;) a czasem nie. Część moich wzorów ma też po prostu charakter ponadczasowy, a część inspirowana jest tym co widzę, co sobie myślę, co odnajduję w dostępnych mi materiałach itd. Nie ma co jednak ukrywać, że tym co widzę jest również moda, tak więc nie będę zapierać się nogami i rękami, żeby tylko nie dać się zainspirować ;D. Bo czemu miałabym to robić? Tak właśnie powstały moje nieśmiertelniki. Ujął mnie trend militarny, który kolorowe czasopisma okrzyknęły jednym z tych „tru” tej wiosny. Wiadomo, nieśmiertelnik to coś co natychmiast kojarzy się z filmami o dzielnych ( i zwykle przystojnych ;) ) żołnierzach. Mężczyznach. Może komuś skojarzy się z „G.I. Jane”, ale to ciągle ten sam nieśmiertelnik. A gdyby tak się „ukobiecił”? ;) Obrósł ornamentami, zmienił treść – dlaczego nie? Pierwsze efekty tej „feminizacji” motywu nieśmiertelnika poniżej:



    Do nieśmiertelników zdecydowanie powinien być kulkowy łańcuszek, ale przyznam, że mam spory problem ze znalezieniem takiego na metry. No w każdym razie wyszły takie pół żartem pół serio kobiece klimaty :). „You can’t buy everything…” jest już sprzedany, „I forge my own path”również, a „If men liked shopping…” (sprzedane).
    Poza tym robiłam pierwsze próby ze szklaną emalią. Ze względu na nieznajomość materiału wybrałam bardzo proste formy i tak powstała „Geometria liścia – świeżość” (te nieodparcie kojarzą mi się z listkami cytryny – aż ślinka cieknie ;) ) i „Geometria liścia – wschód”. Obie pary kolczyków są moimi (udanymi :) ) eksperymentami z mieszaniem różnych kolorów szklanej emalii i ogólnie posługiwaniem się nią. Zrobiłam też jeszcze wisiorek, ale niestety poległ w walce. Jestem trochę zła, bo był najbardziej złożony z tych trzech projektów, no ale cóż, zdarza się. Okazało się, że emaliowana powierzchnia była za duża i emalia strasznie popękała – jeśli uda mi się zdjąć chociaż jej część i znowu wyrównać emalię, to może coś jeszcze z tego będzie, ale póki co odłożyłam go na bok i zajęłam się innymi rzeczami. Między innymi wisiorkiem na zamówienie Tary, ze stworzonym przeze mnie wcześniej motywem księżyca, który niestety fotografowałam po zmroku i zdjęcia są straszne, więc pokazuję tylko jedno ;).



    I to chyba tyle na dziś.

    Znowu sporo nowości. I biżuteryjnych i tych „okołobizuteryjnych” :). Postaram się streszczać, choć zwykle słabo mi to wychodzi.
    Zacznę od swojego drugiego wypału brązu i powstania idei kolekcji „Aes brundusinum”. Właściwie to nie pracuję kolekcjami, przynamniej nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – nie tworzę myśli przewodniej na sezon i nie realizuję projektów tylko z nią związanych. Z drugiej jednak strony w gruncie rzeczy w tym co robię da się wyodrębnić jakieś kolekcje, tylko takie jakby rozproszone, realizowane cały czas, przeplatające się. Zanudziałbym się na śmierć, gdybym miała np. przez pół roku robić rzeczy podobne do siebie. Pewnie podobnie będzie z „Aes brundusinum”. Nazwa wzięła się od pierwszego z moich brązowych wisiorów, a co do znaczenia nazwy samej w sobie odsyłam do notki na mojej stronie, coby się nie powtarzać :). W każdym razie to surowa, etniczna seria, zupełnie inna niż dotychczas i muszę przyznać, że tworzenie takich projektów bardzo mnie odpręża, tak więc już marzę o dalszym ciągu, ale najpierw muszę wygrzebać się spod zaległości zamówieniowych (co robię już od dwóch tygodni). Kolejno: „Aes brundusinum – krople czasu” (sprzedane) z turkusami w tęczowym i błyszczącym brązie oraz srebrze, „Aes brundusinum – omszałe” (sprzedane) z piękną fakturą przypominającą mech, srebrem i turkusami, „Aes brundusinum – przerwany krąg” (sprzedane) z bursztynami i „Aes brundusinum – Luna paleolitu” z lapis lazuli (sprzedane). Wszystkie faktury użyte w projektach także są mojego autorstwa.



    A tak naprawdę to te wszystkie projekty z brązu powstały dlatego, że robiłam zamówienie dla Airaenn w postaci wisiorka przedstawiającego rumianek uwieczniony w oksydowanym na pastelowo brązie, zdobiony ametystem. A że brąz wypala się w piecu i jest to dość skomplikowana procedura, więc uznałam, że muszę skompletować większy wsad (i z dziką radością zrobiłam te wszystkie pojekty nie na zamówienie ;) ). Zawsze to bardziej ekologicznie :). Wisiorek poniżej, a także kilka kolejnych projektów brązowych z tego samego wypału: „Brąz w pastelach” (sprzedany), „Morze w brązie” (sprzedany) i „Zwiastun” (sprzedany).


    Poza tym wykonałam także dwa projekty w srebrze. Pierwszy to pentakl z drzewem, zdobiony awenturynem umieszczonym na zawieszce, stworzony na zamówienie. Drugi natomiast to kolejne kolczykowe maleństwa, tym razem w postaci klasyki z perełkami – „Perłowe szepty”. Sztyfty to prawdziwe miniaturki – mają zaledwie 1 cm średnicy (sprzedane_.


    Uff, i to tyle, jeśli chodzi o projekty. Pochwalę się jeszcze tylko moją ostatnią mineralogiczną zdobyczą. Te kamienie poniżej to naturalne kamienie słoneczne, naprawdę dobrej jakości. Są po prostu przepiękne. Nie wiem jeszcze co z nimi zrobię, ale na razie po prostu je podziwiam – ich awenturyzacja (ten efekt kolorowych iskierek i błysków) jest po prostu niesamowita, i jak to z tego typu kamieniami bywa, zdjęcia nie oddają nawet ćwierci ich uroku. Kamień słoneczny inaczej nazywany jest skaleniem awenturynowym i w tej jakości oraz takim rozmiarze jest rzadki.


    No i jak zwykle wyszła notka gigant ;).
    Ach i w ramach zwyczajowego P.S. ;) w zeszłym tygodniu odbył się pierwszy „oficjalny” warsztat techniki Art Clay w moim domowym studio. Krótką relację i efekty można znaleźć tutaj. Poza tym, jeśli ktoś umie czytać bukwy (ja nie umiem, ale niech żyje google translator ;) ), to zapraszam do zaglądnięcia tutaj, gdzie nasi wschodni sąsiedzi napisali co nieco o mnie (ale przede wszystkim wrzucili mnóstwo obrazków). Najciekawsza jest dyskusja pod spodem ;).

    Po katastrofie warsztatowej powoli nadrabiam to, z czym jestem do tyłu. Zdecydowałam się jednak powtórzyć wszystkie projekty. Nie jestem pewna co się stało, a tak będę miała przynajmniej kilka błyskotek dla siebie ;).
    Tak więc dziś pierwszy projekt to skrzydlaty wisior wykonany na zamówienie Pani Agnieszki, który na swój uzytek nazwałam „Leć!” To dość złożona forma, ozdobiona przepięknym, naprawdę przepięknym, labradorytem o błękitnym ogniu. Wisior składa się z dwóch skrzydeł, umieszczonych na różnych poziomach, zdobionych piórami, tworzonymi każde z osobna, bez użycia jakichkolwiek form. Przez tył wisiora (również przestrzenny) przechodzi srebrny pałąk, po którym wisior swobodnie się porusza. Projekt inspirowany jest moją wcześniejszą pracą „Powietrze”.


    Poza tym w ramach odreagowania tego, że straciłam kilka dość złożonych projektów, postanowiłam ulec „modzie”, którą zapoczątkowała Iza Malczyk i Gosia Domańska i wykonałam kilka słodkich maleństw, przy czym wykończyłam na razie tylko dwie pary – „Leśne duszki” (sprzedane) i „Róż w różach”. Kolczyki są naprawdę maleńkie – ozdobne sztyfty w obu parach mają ok. 1,5 cm. Duszki zdobione są zielonymi turmalinami i oponkami oliwinów, a różane brioletami kwarcu różowego i drobnymi perełkami słodkowodnymi.


    A że tym razem w trakcie pracy słuchałam sobie szant (tak mnie jakoś naszło), więc w pewnym sensie przy okazji i na skutek klimatu ;) powstała morska bransoletka – „Nereida” (sprzedana)- zdobiona ręcznie wykonanymi medalionikami z motywami rodem z głębin i przeróżnymi naturalnymi perłami. Okrągłymi, nieregularnymi, stalowymi, niebieskimi, białymi… Taka posztormowa, urokliwa mieszanka :)

    Jakiś czas temu wykonałam też w ramach wymianki z Jagienkąą niewielką Potrójną Boginię ozdobioną bursztynem (która niestety nijak nie chciała ładnie wyjść na zdjęciach). W zamian otrzymałam cudowny komplet w fioletach i starym złocie, wykonany niesamowitą techniką haftu koralikowego. Naprawdę jestem zachwycona :).

    I to tyle na dziś – czas nadrabiać kolejne zamówienia :).

    Już dawno nie odpisywałam na tyle maili co od momentu otwarcia strony
    http://drakonaria.com
    :). Jest mi bardzo miło, że mój pierwszy tutorial cieszy się takim zainteresowaniem :). Zaskoczył mnie też stopień zainteresowanie kursami. Tak więc ogólnie bardzo pozytywnie :).
    A teraz kilka nowości. Po pierwsze mój dzisiejszy twór (który znowu kończyłam w nocy i znowu wiertarką ;) ) „Narodziny fioletu”(sprzedany). To ciekawy wisior, który różni się dość mocno od moich dotychczasowych prac. Miałam straszną frajdę robiąc go, bo mogłam przy okazji poeksperymentować z ażurową, przestrzenną formą złożoną z plątaniny organicznych elementów. Powoli zaczyna do mnie docierać, że dobrze zrobione ażury są naprawdę mocne, co sprawia, że głowa puchnie mi od pomysłów ;). Z wnętrza wisiora wychyla się przepiękna, naprawdę ogromna łza fasetowanego ametystu. Jest po prostu zjawiskowa i całość wygląda w rzeczywitości o wiele lepiej niż na zdjęciach. Więcej zdjęć na mojej stronie.

    Poza tym trzecie serduszko, tym razem łączące technikę AC z wire wrappingiem. Nazwałam je po prostu „Kocham” i wisiorek aktualnie znajduje się w drodze do Czech, do romantycznego mężczyzny, który zapewne podaruje go swojej wybrance :). „Kocham” to srebro plus fasetowane granaty. Może i serduszko jest dość oklepanym wzorem, ale jestem z tego wisiorka bardzo zadowolona :).

    Na koniec dwa zamówienia. Po perwsze naszyjnik do kompletu do kolczyków „Radość serca lasu” z oliwinami, oraz zmodyfikowana powtórka, z kiedyś przeze mnie zrobionych „wykopaliskowych” lunulek, z nefrytami i bursztynami.

    No, to tyle na dziś. A teraz wracam również do zamówienia – skrzydlatego wisiora, z przecudnym labradorytem, dla Pani Agnieszki :).


    • RSS