drakonaria-art blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: komplety

    Dawno nie pisałam jak na swoje standardy. Nie oznacza to bynajmniej, że leniuchowałam. Realizowałam zamówienia, a w międzyczasie myślałam o tym, że trzeba napisać pracę dyplomową na studia podyplomowe. Na myśleniu niestety się kończyło. W dzień rzekomego deadline’u pomyślałam sobie, że trzeba skorzystać ze swojej świeżo nabytej władzy ;D i postanowilam udzielić sobie urlopu na pisanie pracy. Tak ze 3 dni. Pierwszy dzień odpoczywalam, żeby nabrać energii do pisania, drugi dzień ślęczałam przy laptopie z myślą, że zaraz zacznę pisać, naprawdę (tylko sprawdzę jeszcze „kilka rzeczy”). Trzeciego dnia doznałam nagłego przypływu weny, zaczęłam pisać o 12 w południe, pisałam, pisałam, zrobiła się 6 rano, przespałam się 3 godziny, potem pisałam, pisałam – do 12. I  tym sposobem urodziłam prawie 40 stron tekstu o ocenach pracowniczych :). I to właśnie było powodem ciszy na blogu. Obrona w piątek :).

    Do rzeczy.
    1)
    Dziś skończyłam bardzo sympatyczne zamówienie – dla Natewy, a właściwie od niej w prezencie dla małej istotki, na dobry początek życia :). Lubię robić takie optymistycze rzeczy. Komplecik – taka łąka, zgodnie z życzeniem – z makami i innymi kwiatami. Na żywo wygląda duużo ładniej – jakoś nie chciał wychodzić porządnie na zdjęciach. No i po raz kolejny potwierdziło mi się, że moja biżuteria dużo większe wrażenie robi na żywo :). Mam nadzieję, że jak obdarowana tym kompletem osóbka podrośnie na tyle, żeby nosić bizuterię, to będzie jej się buzia uśmiechać na widok tej łąki  :). Komplecik jest naprawdę maleńki. Wisiorek ma 2,5 cm, kolczyki 1,5.
    2) Poza tym zrobiłam dla Ami Potrójną z wpisanym w pełnię pentagramem. Uważam, że wisior wyszedł ślicznie.

    3) No i całkowicie wyjątkowo wykonałam powtórkę jednego projektu, a mianowicie kolczyków Meleth z kolekcji Sindarin dla Pani Renaty. Pani Renata nabyła wisiorek do kompletu do tych kolczyków, a kolczyki kupił ktoś inny. W takich wyjątkowych sytuacjach mogę się złamać ;).

    4) Wczoraj z kolei naszło mnie na klasykę i zrobiłam kwiatowo-perłowe kolczyki, które nazwałam „Deltoidy kwiatowe” (sprzedane). Tym razem chciałam jakoś złagodzić słodycz kwiatowego motywu, więc poza oksydą zdecydowałam się też na satynowe wykończenie.
    5) W ramach drobniejszych form zrobiłam też takie bursztynowe, letnie kolczyki (dostępne w Pakamerze). Te słonecznikowe monetki zrobiłam już dawno temu i miały być częścią bransoletki, ale pewne problemy techniczne sprawiły, że bransoletka nie powstała, a jej elementy znalazły w końcu swoje miejsce gdzie indziej.
    6) Delikatna i zwiewna, retro wariacja na temat granatów i czarnych turmalinów ;) „Victorian Girl” (sprzedane)
    7) I na koniec takie małe zamówionko dla Pani Anety z perłami słodkowodnymi. Na przekór upałom ;).



    A tak już całkiem na koniec – jestem zbulwersowana tym badziewiem, które mi wstawili na bloga (mam na myśli reklamy). No ale cóż zrobić – taki life. Nie ma nic za darmo. Żebym jeszcze mogła reklamować jakieś fajne miejsca z unikatową, ręcznie robioną biżuterią – ale nie – muszę reklamować jakąś tłuczoną seryjnie masówkę.
    I to tyle na dziś :).

    Podrzucam trzy nowe projekty. Pierwsze dwa to kolejne wariacje z emaliowanej serii „Geometria liścia”. Ten typ emalii wreszcie poskromiłam i dokładnie wiem co zrobić, żeby było dobrze ;). A ile się nawściekałam zanim opracowałam sposób postępowania ;D. W każdym razie  na zdjęciach 1), 2) prezentuję komplet „Geometria liścia – simple”. 3), 4) kolczyki „Geometria liścia – kropka nad i”, z malinową emalią i przylutowanymi na sztywno biglami). 5),6) maleńkie kolczyki z perłami, do kompletu do naszyjnika „Sea Priestess” z poprzedniej notki. Też lutowane (te kółeczka z tyłu są przylutowane do całości kolczyka – coraz lepiej mi to idzie :), choć usiłuję teraz zrobić lutowaną oprawę do dużego, fasetowanego ametystu i na razie trafia mnie przy tym, ale wszystko to kwestia czasu).

    Dziś skromnie i krótko ;). Wykonałam drugi eksperyment z emalią, tym razem w zieleniach, wykorzystując swój stary wzór „Geometria liścia”. Tym razem emalia wyszła idealnie – co prawda suszenie nie dało rezultatu, bo po ponad 24 godzinach emalia była nadal miękka, ale tym razem podczas wygrzewania, kiedy znowu zaczęły wychodzić bąbelki i pianka, doznałam olśnienia i zlikwidowałam je sposobem. Aż jestem z siebie dumna, że wymyśliłam na to pantent. Tak czy inaczej przedstawiam komplet „Geometria liścia – kolor”. Prosty, ale moim zdaniem wciąż pełen naturalnego uroku. Srebro satynowałam grubą włókniną ścierną, żeby uzyskać taki chropowaty, organiczny efekt. Pierwsze trzy zdjęcia w słońcu, ostatnie w dość ciemnym pokoju.
    Do tego kolczyki z koralem „Maska szamana – czerrrwień”, które wykonałam dla Pani Agnieszki – to modyfikacja mojego starego wzoru. Zdjęcie niestety nieostre, ale robiłam o zmroku.


    Aktualnie pacuję nad kolczykami z kwiatowymi kulami na korku plastycznym. I to tyle na dziś :)
    A, życzliwi czytacze mogą ewentualnie trzymać kciuki… Przeszłam pierwszy etap rekrutacji do takiego jednego projektu uniwersyteckiego finansowanego z UE, dotyczącego młodej przedsiębiorczości. We wtorek mam rozmowę kwalifikacyjną. Na razie jestem z siebie dumna, bo w ogólnej punktacji jestem szósta z prawie 200 kandydatów :). Do tego etapu zakwalifikowano zdaje się 69 osób, a końcowo przyjmą 36.  Zobaczymy co będzie dalej… Kurcze, ostatnio ciągle się chwalę ;P Już przestaję ;), zresztą na razie nie ma czym.

    Kilka nowych projektów. Dokończony z poprzedniej notki i dwie pary prościutkich kolców. Lubię połączenie ametystów i bursztynów, więc pewnie coś bardziej skomplikowanego w tej kolorystyce powstanie. No i dalej chodzą za mną perły. Aż dziwne, bo do niedawna byłam ich zdecydowaną przeciwniczką, a tu się okazuje, że wyglądają cudnie w połączeniu z mocno oksydowanym srebrem.
    Perłowy ogród (wisior już nie u mnie):

    i dwa proste liściaste, z cyklu projektów „paściennych” ;) Indiańska jesień (już nie u mnie) i jakaś tam inna jesień, już zapomniałam jak je nazwałam :D w każdym razie też już nie u mnie :

    i to tyle na dziś. Wkrótce więcej nowości :) w jesiennych kolorach i klimatach.
    I chyba muszę skombinować jakiś inny sposób na wrzucanie obrazków, bo z imageshack znikają po pewnym czasie z tego co widzę :(

    W przerwie od pisania magisterki zrobiłam taki mały komplecik. Główne elementy, te romby, fakturowałam własnoręcznie zrobionym zwijańcem drutowym ;) Nie używam gotowych faktur, poza tymi, które zrobiła Natura. Strasznie mnie mierzi, jak widzę np. jak ktoś robi jakąś biżu w AC, odbija np. rzeźbienia fragmentu jakiejś szkatułki, którą ma pod ręką, uchwyt łyżeczki, czy cokolwiek innego, a potem cały szczęśliwy, że zrobił ładną biżuterię. Ale czyjego ona jest autorstwa? Tego co zrobił tą, dajmy na to, rzeźbioną cukiernicę, czy tego kto ją odbił? Pewnie, że AC kusi żeby odbijać, bo jest do tego wręcz idealny, ale to już kwestia własnego spojrzenia na sprawę. Jeśli robi się dla siebie, to pół biedy, ale jak już się sprzedaje jako własny handmade, a całą ozdobą jest właśne ta faktura, to coś tu jest nie tak.
    Dobra, koniec krytykanctwa ;) Poniżej komplecik. Kojarzy mi się z klimatem starego zamku, więc tak go ochrzciłam.



    A, i przy okazji robienia tego kompletu dowiedziałam się, że rubin też może trachnąć i rozpaść się na kawałki, które wylatują jak z procy. Dlatego ZAWSZE podczas podgrzewania jakicholwiek kamieni  TRZEBA NOSIć OKULARY OCHRONNE! Ja, jako, że takich chwilowo nie posiadam, to latam po kuchni w przeciwsłonecznych ;D A rubinek miał pewnie jakieś inkluzje zbyt duże, żeby wytrzymać.

    Wczoraj znowu, zamiast pisać magisterki siedziałam i rzeźbiłam, wypalałam, oksydowałam (zaśmierdziałam cały dom zgniłymi jajami), polerowałam… Ogólnie dobrze się bawiłam:). Efektem są trzy kolejne zrealizowane projekty. Jeden to komplet – miał być  w zamyśle prosty, ale przy moim horror vacui i tak wyszło mocno zdobnie. Proste zostały jedynie kształty, ale wydaje mi się, że ten komplet jest idealny np. do małej czarnej, czegoś prostego w formie ogólnie. Po raz pierwszy zaeksperymentowałam też z kolczykami. W sumie wyszły trzy pary. Ta od kompletu „Chłód kwiatów” (wisiorek od kompletu już nie u mnie), „Boudoir” – bardzo zdobna, z czarnymi perłami i ametystami, fakturowana koronką (już nie u mnie) i skromniejsze, w klimacie niczym z wykopalisk archeologicznych Lunule z symbolem Potrójnej Bogini, nefrytami i bursztynami (już nie u mnie):

    Najbardziej jestem zadowolona  z kompletu. Sporo pracy mnie kosztował. Każdy płatek, listek itd. formowany osobno. Najmniej, z tego co zauważyłam podobają się lunulki, ale na żywo, moim zdaniem wyglądają ślicznie – takie dzikie, chropowate, miodzio :) Najwyżej zostawię sobie – nie ukrywam, że płakać nie będę ;D (jak się okazało jednak ktoś je polubił :) ) Ostatnio bardzo żal mi było rozstać się z wisiorem lunulą, której zdjęcie jest we wcześniejszej notce.  A teraz trzeba wracać do pisania. Ostatni rozdział magisterki przede mną… A kolejny projekt biżu mam już rozrysowany i rozpisany – tym razem Drzewo Życia z diopsydem chromowym albo peridotem – muszę to jeszcze przemyśleć. W każdym razie kamień będzie zielony. Jedyne czego się boję to jak peridoty zareagują na wysoką temperaturę, bo słyszałam, że mogą ciemnieć i robić się oliwkowe/khaki/brązowe. Głupio by było, ale nic, zobaczy się :)


    • RSS