drakonaria-art blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: naszyjniki

    Jutro wyjeżdżam na urlop :). Tym razem zwiedzać Hiszpanię. 27 lipca znowu będe do dyspozycji swoich wspaniałych Klientek :). Wtedy też odpowiem na wszystkie zaległe maile, zapytania itd.
    A tymczasem przed urlopem z prędkością cyklonu ;) realizowałam zamówienia. Dziś pokażę pięć z nich plus kilka kilka innych, nowych projektów.
    Ostatnio powstał więc „Zielony triskel” na zamówienie pewnej miłej wiedziemki ;), Potrójna Bogini, tym razem w stylistyce elfiej, zdobiona kamieniami księżycowymi na zamówienie innej miłej wiedziemki, kolejna odsłona kolekcji Sindarin, tym razem Amath – Tarcza, zdobiona czarnymi turmalinami i złotym topazem – dla jeszcze innej miłej wiedziemki ;D. Poza tym komplet „Świtezianka”, bazujący na wzorze kolczyków, które wykonałam kiedyś, tym razem w formie wisiora i niewielkich kolczyków, a to wszystko zdobione labradorytami i apatytami – dla Pani Magdaleny, i wreszcie wisior „I love”, podobny do wykonanego kiedyś, ale w wersji odbicia lustrzanego i innymi z ornamentami kwiatowymi – dla Melissy. Ufff… ;) A teraz dzielnie walczę z elfio-księżycowym diademem – też na zamówienie.



    Poza tym zrobiłam też kilka mniejszych i większych projektów, które zamówieniami nie były :). I tak powstały kolczyki „Przeczucie jesieni” (sprzedane), zdobione motywami leśnymi i dymem z ogniska ;) oraz przepięknymi minerałami w jesienno-ognistych kolorach. Na żywo wyglądają o wiele ładniej. Tak mnie wzięło na te jesienne klimaty pewnie z tęsknoty za bardziej znośnymi temperaturami ;). Niejako przy okazji zrobiłam też elfie maleństwa – „Elfie łzy” (sprzedane),  ozdobione naprawdę przepięknymi brioletami cudnie połyskujących labradorytów i maleńkimi kwarcami diamond grey. To tak dla miłośniczek mniejszej biżuterii :). Do tego powstał niedawno męski wisiorek przedstawiający symbol Rogatego Boga – sprzedany (zainteresowanych symboliką, bynajmniej nie „satanistyczną” odsyłam tutaj ), zdobiony naturalnym kamieniem słonecznym.



    Ostatni projekt na dziś to naszyjnik, z którego jestem szczególnie dumna – „Półcienie” (sprzedany).
    Projekt inspirowany jest grą słońca i cieni, leniwym popołudniem, kiedy
    złote promienie mieszają się z podświetloną zielenią liści drzew i
    kwiatów. Taki nasycony barwami obrazek. Zrealizowałam go w srebrze łącząc technikę metal clay z elementami wire wrappingu. Rzeźbiony srebrny element został także czesciowo pozłocony i pokryty emalią. Naszyjnik zdobi mnóstwo pięknych turmalinów w różnych odcieniach zieleni, kwarc lemon, oliwiny, piryty, żółty szafir i diopsyd chromowy.


    I to tyle z nowości. A teraz zmykam, bo muszę zrobić jeszcze mnóstwo rzeczy przed wyjazdem :). Do zobaczenia wszystkim :). Mam nadzieję, że nie za dużo tego wszystkiego dziś było ;).

    Dziś będzie naprawdę długa notka, tak więc tych, którzy właśnie przeczytali jej początek uprasza się o uzbrojenie się w cierpliwość ;). Obiecuję jednak, że będzie ciekawa :).
    Pokazałam ostatnio kilka prac z patynowaną miedzią i wspominałam, że z dojściem do efektu ładnej patyny miałam spore przygody. Pierwszą pracą, którą usiłowałam spatynować była broszka „Łowicz 3010″ (sprzedana), stanowiąca taką moją zabawę popularnymi w tym roku motywami folkowymi. Podeszłam do sprawy metodycznie – znalazłam w sieci kilka przepisów na patynę i zaopatrzyłam się w odpowiednie surowce. I tym oto sposobem broszka, po „ziszczeniu” się ze szkicu w metal (brąz i miedź), po raz pierwszy zawisła w szczelnie zakręconym słoju wypełnionym nieziemsko śmierdzącą chemią (całe szczęście niespecjalnie szkodliwą).

    I wszystko wyglądało dość ciekawie, póki nie wyjęłam broszki ze słoja po kilku dniach, a ona okazała się być obrośnięta cudnie kobaltowymi kryształkami. Efekt bardzo ładny, ale nie taki o jaki chodziło. Poza tym kryształki okazały się być rozpuszczalne w wodzie. Tak więc pudło. Zmieniłam recepturę – tym razem spróbowałam eksperymentu ze szkoły podstawowej – kreda z octem :). I znowu pojawiły się kryształki, tym razem w pięknym morskim kolorze, niestety również rozpuszczalne w wodzie i w dodatku strasznie śmierdzące.

    Dopiero po wielu eksperymentach udało mi się uzyskać ładny, trwały efekt w kolorze kobaltowym, a na samym końcu wreszcie patynę w typowym morsko-niebieskim kolorze – taką, o jaką chodziło mi od samego początku :). I tym oto sposobem powstała folkowo – archeologiczna, eksperymentalna brosza :).

    Poza tym spotkałam się dziś z moją stałą, przemiłą Klientką :) i razem z dwoma parami elfich kolczyków zawiozłam jej labradorytowy wisior „Uroczysko” (właśnie przed chwilą wymyśliłam mu nazwę ;) ). Miałam zrobić zawieszkę do tego konkretnego kamienia i tak to właśnie wyszło. Zależało mi na tym, żeby zawieszka nie próbowała przyćmić tego przepięknego labradorytu, ale jednocześnie podkreślała jego piękno.

    Poza tym kilka dni temu wykonałam także na zamówienie kolczyki „Noc w lesie II” luźno bazujące, na moim wcześniejszym wzorze. Tym razem podstawowym materiałem był brąz, przybrany pięknymi turmalinami w różnych ciepłych odcieniach oraz oliwinami.

    I na koniec jeszcze dwie pary kolczyków z brązowo-srebrnej kolekcji Aes brundusinum. „Lniane” i „Koła czasu”. Pierwsze zdobione kamieniem słonecznym i cytrynem, drugie turkusami. Dziś skończyłam kilka kolejnych par w tych klimatach, ale na razie nie zdążyłam ich obfocić. I jeszcze sprzedany już, bardzo letni naszyjnik „Łąka w brązie” :). Uwielbiam taki oksydowany na tęczowo brąz.



    I na dziś to by było tyle :).

    O 13:29 rozpocznie się astronomiczne lato. Dzisiejszy dzień jest
    tym najdłuższym w roku, a noc najkrótszą i według wielu wierzeń pełną
    rozmaitych dziwów. To właśnie w tę noc kwitnie kwiat paproci :), a w
    niektórych miejscach wieczorami wciąż rozpoczynają się szalone tańce w
    okół ognisk. Letnie przesilenie to w wielu kulturach święto Słońca,
    ognia, wody, urodzaju, płodności, radości i miłości. Obchodzone było ( a
    w niektórych miejscach nadal jest) na obszarach zamieszkiwanych przez
    ludy słowiańskie, bałtyckie, germańskie, celtyckie i nie tylko.

    Dziś z tej właśnie okazji trochę cudów u mnie w galerii Trendymania :). Poza
    bardzo atrakcyjnymi promocjami na wszystkie produkty przygotowałam też
    małą niespodziankę. Do każdego zamówienia złożonego w czasie trwania
    promocji w mojej galerii w Trendymanii dołączona zostanie niewielka (2,5 cm średnicy)
    zawieszka przedstawiająca Słońce, wykonana z brązu wg mojego autorskiego
    projektu. Słoneczka są numerowane na rewersie i zostały wykonane
    specjalnie na tegoroczne Letnie Przesilenie.

    Promocja będzie trwała do jutra do okolic godziny 13:29 :).

    Zapraszam serdecznie i życzę wszystkim mnóstwo Słońca w tym
    wyjątkowym dniu :). Choć jak na złość u mnie za oknem szaro i buro, a ja leczę się z zapalenia nerek ;/.


    A tak poza tym, to podrzucam kilka zaległości oraz nowości. Po pierwsze wreszcie mogę się pochwalić sekretnikiem wykonanym na zamówienie mojego wspaniałego Przyjaciela :). Sekretnik zdobiony jest motywem rogów, Drzewa Życia, Słońca i Księżyca:

    Za mną też moje pierwsze próby z patynowaniem miedzi (ale o tym to będę musiała napisać osobno, bo to cały thriller ;) ). W każdym razie pokazuję dwie przykładowe prace - Maski (sprzedane) i Zagubiony w morzu. Obie prace to miedź łączona ze srebrem.


    I to tyle w tym pięknym, aczkolwiek bezsłonecznym póki co ;), dniu.

    Już dawno nie odpisywałam na tyle maili co od momentu otwarcia strony
    http://drakonaria.com
    :). Jest mi bardzo miło, że mój pierwszy tutorial cieszy się takim zainteresowaniem :). Zaskoczył mnie też stopień zainteresowanie kursami. Tak więc ogólnie bardzo pozytywnie :).
    A teraz kilka nowości. Po pierwsze mój dzisiejszy twór (który znowu kończyłam w nocy i znowu wiertarką ;) ) „Narodziny fioletu”(sprzedany). To ciekawy wisior, który różni się dość mocno od moich dotychczasowych prac. Miałam straszną frajdę robiąc go, bo mogłam przy okazji poeksperymentować z ażurową, przestrzenną formą złożoną z plątaniny organicznych elementów. Powoli zaczyna do mnie docierać, że dobrze zrobione ażury są naprawdę mocne, co sprawia, że głowa puchnie mi od pomysłów ;). Z wnętrza wisiora wychyla się przepiękna, naprawdę ogromna łza fasetowanego ametystu. Jest po prostu zjawiskowa i całość wygląda w rzeczywitości o wiele lepiej niż na zdjęciach. Więcej zdjęć na mojej stronie.

    Poza tym trzecie serduszko, tym razem łączące technikę AC z wire wrappingiem. Nazwałam je po prostu „Kocham” i wisiorek aktualnie znajduje się w drodze do Czech, do romantycznego mężczyzny, który zapewne podaruje go swojej wybrance :). „Kocham” to srebro plus fasetowane granaty. Może i serduszko jest dość oklepanym wzorem, ale jestem z tego wisiorka bardzo zadowolona :).

    Na koniec dwa zamówienia. Po perwsze naszyjnik do kompletu do kolczyków „Radość serca lasu” z oliwinami, oraz zmodyfikowana powtórka, z kiedyś przeze mnie zrobionych „wykopaliskowych” lunulek, z nefrytami i bursztynami.

    No, to tyle na dziś. A teraz wracam również do zamówienia – skrzydlatego wisiora, z przecudnym labradorytem, dla Pani Agnieszki :).

    Giganta, o którym pisałam ostatnio, póki co nie pokażę, bo tak mnie zmęczył i zdenerwował, że musiałam go na jakiś czas odłożyć. Za to podrzucam porcję ostatnich słodkości i bajkowości :). Tak mnie jakoś wzięło na ten klimat. W końcu zbliżają się Walentynki. Mam nieco mieszane uczucia co do tego święta, ale z drugiej strony każda okazja żeby okazywać miłość na różne sposoby jest dobra :). Co prawda uważam, że wyznawaniu miłości zdecydowanie bardziej sprzyja aura np. naszej rodzimej Nocy Kupały, ale co kto lubi :). Pewnie jak ludziom jest zimno to chcą być bliżej siebie. No jest w tym niewątpliwie jakaś logika.
    Są więc dwa serduszka i bajkowo zantropomorfizowane Księżyc i Słońce :). Pierwsze serce kontynuuje moją kolekcję „Sindarin” i zwie się „Guren” co oznacza po prostu „moje serce”. To podwójny naszyjnik, w którym główny element ozdobiłam kamieniem księżycowym, a krótszy naszyjnik kiścią tego samego minerału. Drugie serduszko to „Miłość w ogrodzie”, w której znowu ukwieciłam srebro i dodatkowo „przyprawiłam” drobnymi rubinami i akcentami 22 karatowego złota. Tak żeby nie było zbyt banalnie i symetrycznie dodałam jeszcze drugie, maleńkie, mocno oksydowane serduszko.


    „Sun & Moon” (sprzedany) to z kolei dwustronny wisior z wizerunkami Księżyca i Słońca. Stronę księżycową ozdobiłam kamieniem księżycowym, a słoneczną złotem. Bardzo wdzięczny, symboliczny drobiazg.

    A, i na koniec takie dość ascetyczne jak na mnie, organiczne kolczyki z kwarcem lodowym – „Zmrożone liście” (sprzedane). Z nimi wiąże się pewna niespodzianka :), ale to dopiero za jakiś czas. Częściowo ze względu na nią zresztą można powiedzieć, że leniuchuję trochę ostatnio biżuteryjnie, ale zajmuję się czymś innym, co mam nadzieję, będę mogła wreszcie niedługo moim Czytelnikom pokazać :).


    Wszystkie te projekty można znaleźć w galeriach zlinkowanych po prawej u góry, lub też skontaktować się bezpośrednio ze mną :).
    I tak w ramach chwalenia się po raz kolejny – moja praca „Laurelindorenan” otrzymała tytuł „Daily Deviation” portalu deviantART, dzięki czemu została oglądnięta ponad 11 000 razy i prawie 2500 razy dodana do tzw. „ulubionych” :). Muszę przyznać, że sprawiło mi to niemałą satysfakcję i naczytałam się tylu pozytywnych opinii, że cały dzień chodziłam dumna jak paw ;).


    P.S. Poza tym, w ramach mniej artystycznego majsterkowania zrobiłam dzisiaj karmnik :D. Wywlokłam z piwnicy jakieś deski i zbiłam je razem. Wyszedł bliżej niezidentyfikowany obiekt z nóżkami i różkami ;). W dodatku krzywy, ale uznałam, że ptaki nie będą z niego przecież strzelać. Zresztą, jeśli bedą, to i tak będzie im trzeba zabrać ;). Tak poza tym to tą krzywiznę zamierzam interpretować jako dach spadzisty, który przecież na zimę jest bardziej praktyczny ;). Zresztą ten dach nie jest krzywy dlatego, że nie trafiłam,  tylko deska się zdefasonowała, a nie chciało mi się iść znowu do piwnicy po prostą. Myślę jeszcze nad tym, żeby z jednej strony zrobić pionową deseczkę, żeby ptaki mogły chować się przed wiatrem… :) (jacuzzi zainstaluję dopiero za jakiś czas).

    Notka nietypowa :) Bo z jednej strony pokażę sporo biżuterii, a z drugiej tego co bym bardzo chciała pokazać umieścić tu nie mogę. Brzmi może tajemniczo, ale nic w tym tajemniczego. Ostatnio sporo czasu spędzam po prostu na robieniu zamówień, które staną się potem prezentami, a zdarza się, że przyszły obdarowany również tutaj zagląda. Wtedy nici byłyby z niespodzianki ;). Tak więc na prośbę Zamawiających dmucham na zimne :).
    Zacznę więc chronologicznie. Wróciłam ostatnio do kwiatów. Pewnie dlatego, że brakuje mi ich, więc przynajmniej wyczarowuję je sobie ze srebra. Tak powstała „La ternura” – czułość (sprzedany). Połączyłam w niej srebro z 22 karatowym złotem oraz drobnymi, fasetowanymi granatami i czarnymi turmalinami. Kwiatowy medalionik jest naprawdę maleńki.

    Poza tym WRESZCIE zebrałam się w sobie i postanowiłam „wprowadzić” się do galerii ArsNeo.

     Zwlekałam z tym strasznie długo, bo jakoś projekty mi się rozchodziły po różnych miejscach i ciągle nie miałam czego tam wstawić. Teraz się zawzięłam i postanowiłam wykonać kilka rzeczy specjalnie dla tej galerii. „Bukiet flamenco” i „Zielony płomień” (sprzedany) to zaczątek mojej ekspozycji w ArsNeo, do której śledzenia zapraszam serdecznie. Po prostu nie mogłam nie pojawić się w galerii z tak piękną nazwą ;). Do tego jedna nowość, z motywem, który kiedyś już wykorzystałam w komplecie wisiorek+bransoletka. Teraz kolczyki – „Luin” (sprzedane).




    Poza tym trochę poeksperymentowałam. Malowałam 22 karatowym złotem cętki na srebrze (Geometria dzikości-sprzedane), co w sumie było nawet zabawne, ale koniec końców okazało się, że złote cętki na ciemnym tle wyglądają raczej nietypowo i chyba nie kojarzą się w pierwszym momencie z dzikim zwierzem, a przynajmniej nie ze zwyczajnym zwierzem :). Myślę, że to taki zwierz glamour ;). Muszę jednak przyznać, że z jakiegoś powodu bardzo mi się te kolczyki podobają, zwłaszcza ich surowe wykończenie. Testowałam też nową dla mnie technikę fakturowania srebra i tak powstały „Mieszkopierwszaki”(sprzedane). Wiele sobie po tej technice obiecuję, jak już zgromadzę odpowiednie akcesoria i nabiorę wprawy.


    I co zostawiłam sobie na koniec – przybył mi dziś nowy lokator, w postaci profesjonalnego pieca do wypalania rzeczy wszelakich :). Tym sposobem zainaugurowałam zakupy w ramach dotacji unijnej. Jedno jest pewne – ten piec to wielkie bydle… Nie mam na razie pojęcia gdzie go postawię, ale bez przekuwania się przez ścianę, żeby doprowadzić do mojego warsztatu prąd z odpowiedniego obwodu raczej się nie obędzie. Inaczej regularnie będzie mi wywalać korki. Do tego celu planuję zaczarować jakiegoś mężczyznę ;). Już się nie mogę doczekać tych wszystkich eksperymentów. Naprawdę jestem NIESAMOWICIE ucieszona, choć jednocześnie nieco przestraszona gabarytami tego 22 kilowego jegomościa… :)

    A oto i komplet, o którym pisałam w poprzedniej notce – Athelas – lecznicza roślina ze świata Śródziemia, której napar odświeża umysł, a w rękach króla leczy najcięższe rany. Te kamienie to dwukolorowe kwarce (naprawdę piękne, na żywca dużo bardziej efektowne), które skojarzyły mi się z takim właśnie leczniczym ziołowym naparem, a przyjechały do mnie z Wielkiej Brytani, wskazane przez osobę, dla której wykonany został ten komplet. Dodatkowo delikatnie podkolorowałam jeden mały element wzoru emalią (widać to chyba najbardziej na drugim zdjęciu). Podobają mi się ostatnio takie drobne akcenty emaliowane. Mam nadzieję, że komplet spodoba się jego przyszłej właścicielce. Ja, przyznam bez bicia, zakochałam się w nim :).
    Drugi wytwór to naszyjnik, słodki ze szczyptą mroku, wykonany ze srebra, naturalnych rubinów i czarnych turmalinów. Mocno oksydowany, i dość lekko przetarty, żeby tą grafitową czernią złagodzić kwiatową słodycz. Nazwałam go Ruby Fairy :). Na razie niedostępny nigdzie, bo muszę mieć troszkę biżuterii do pokazania na te debiuty do Wawy w przyszłym tygodniu. Mogę przyjąć rezerwację – w tym celu proszę pisać na maila (EDIT: już sprzedany). I to tyle. A za godzinę wyjeżdżam na festiwal Ars Paganum do dolinek krakowskich – ukreatywniać się na wszelkie możliwe sposoby i świetnie bawić :).

    Dziś kilka drobnych form. Ostatnie kilka tygodni wypełnione było głównie martwieniem się o zdrowie bliskiej mi, maleńkiej, zaledwie kilkunastodniowej osóbki, a nie twórczością, ale wszystko jest już w porządku i Maleńka wyszła ze szpitala po operacji serduszka i różnych innych perypetiach. Zabrałam się więc, już ze spokojną głową, za kilka większych zamówień, a w tak zwanym międzyczasie stworzyłam kilka mniejszych projektów.
    Pierwszy z nich to dębowe kolczyki – Quercus (sprzedane), co do których ciągle mam wrażenie, że zdjęcia ujmują im przynajmniej połowę uroku… Nie wiem co z tymi fotkami jest nie tak, ale kolczyki na żywo są o wiele piękniejsze. Kamienie w nich to moje zdobycze z Etsy – pomarańczowo – brązowe spessartyny (odmiana granatu) i butelkowo zielone turmaliny – pięknie gra w nich światło, a na zdjęciach oczywiście tego nie widać (najbardziej chyba na tym w słońcu). Nabyłam po sznurze jednych i drugich i mam wobec nich mnóstwo niecnych planów :). Drugi projekt to niewielki gabarytowo komplet Irish Dance z zielonymi onyksami i delikatnym podkolorowaniem emalią (sprzedany). Chciałam żeby wyglądały nieco wykopaliskowo, stąd ta ciemna oksyda. No i przekonałam się do takiej zieleni, zwłaszcza, że jest (o dziwo, bo kojarzy się przecież typowo z wiosną) mega modna tej jesieni ;). No i trzeci projekt – Esencja  (sprzedany)- to również zielone onyksy plus częściowo emaliowany, przestrzenny medalionik o średnicy zaledwie 2 cm.Taki wdzięczny, nieduży, ale efektowny dodatek.


    Teraz, mam nadzieję, że wkrótce uda mi się wykonać komplet  Athelas z elfiej kolekcji, z pięknymi, dwukolorowymi kwarcami i skończę dwa pierścionki, perłowy naszyjnik, ognisty pentakl… – czyli zaległe zamówienia. No i muszę zrobić kilka okazałych, „wypasionych” projektów, bo na początku października będę brała udział w tzw. „Debiutach” w ramach warszawskich targów „Złoto Srebro Czas” – tak więc jak ktoś miałby ochotę zobaczyć moją biżuterię na żywo (oraz mnie ;) ) to zapraszam na stoisko debiutantów w dzień otwarty dla publiczności, czyli niedzielę 4 października (informacje na stronie targów). A w tą sobotę, w ramach festiwalu Ars Paganum będę miała pierwszy publiczny pokaz techniki, której używam do wyrobu swojej biżuterii :). Ogólnie same atrakcje ;).

    Dziś nowość w inspirowanych sindarinem elfich (wiem, że wiele osób odmienia to „elfickich/elfijskich”, ale ja jestem nauczona na starym i jedynym słusznym tłumaczeniu Marii Skibniewskiej ;) ) klimatach, bo nie kolczyki, a wisior. Hithlain – „utkany z mgieł” lub „nici mgły” (sprzedany). Hithlain była/był (?) też substancją, z której elfy wyrabiały liny świecące delikatnym
    blaskiem w ciemności. Liny uplecione z hithlain były lekkie, ale zarazem mocne i odwiązywały się same po użyciu :). Materiały to srebro i fasetowana brioletka labradorytu.

    Poza tym naszyjnik do kompletu do rumiankowych kolczyków z tej notki. Podobnie jak kolczyki ozdobiony perłami słodkowodnymi cytrynem (sprzedany). Letni, organiczny i romantyczny.

    Poza tym coraz częściej dostaję zapytania o to, czy robię męską biżuterię. Otóż odpowiedź brzmi – chciałabym :) ale na razie ja i mój mózg nie bardzo się możemy dogadać w tej sprawie ;). Mam jakieś przebłyski projektów, ale nigdy na tyle wyraźne, żeby coś na tej podstawie zrobić. Po prostu musi mi się otworzyć jakaś klapka, a wtedy zasypię Was srebrem w męskim wydaniu :). Póki co moja wyobraźnia ciągle buja w kobiecych klimatach, a męskie robię tylko symbole, które w gruncie rzeczy są, jak to się mówi ;), unisex.

    Trochę będzie dziś pokazywania, ale to głównie przez ostatnią część tytułu ;).
    Po pierwsze to zrobiłam interpretację kolejnego słowa ze stworzonego przez Tolkiena języka elfów szarych. Tym razem to Lalaith – Śmiech. Szczery, radosny, nieskrępowany śmiech zawsze wyobrażałam sobie (w sensie wizualnym) jako jakieś radosne, żółte ogniki, iskierki, które ciągnąc za sobą ogony słonecznego światła, splatają się biegnąc gdzieś w niebo. Hmmm, po przeczytaniu tego ostatniego zdania stwierdzam, że zdecydowanie jestem dziwna ;D. Ale mniejsza z tym ;).  Tak się właśnie zastanawiałam jak by te swoje wyobrażenia przetłumaczyć na język splatających się ornamentów i wyszło tak:

    Kamienie to żółte szafiry. Już w kilku projektach używałam takich – uwielbiam ich kolor. Kolczyki są sprzedane.
    Drugi dzisiejszy projekt to taka mała alegoria – naszyjnik ze srebra i turkusów, który nazwałam „Razem i osobno” (sprzedany). Wiele różnych rzeczy miałam na myśli, kiedy go robiłam, ale myślę, że każdy sam znajdzie w nim coś dla siebie:

    No i na finał ;) – zaliczyłam kurs tzw. Art Clay Level 1. Certyfikat musi być ;). W ramach kursu wykonałam 7 projektów, ściśle opisanych krok po kroku przez Japończyków. Każdy projekt wymagał użycia konkretnych technik, w bardzo konkretnej formie. Tak więc teoretycznie mało kreatywnie, bo forma była w dużej mierze z góry wymuszona, ale zrobiłam wszystko, żeby te projekty były „po mojemu”. Muszę przyznać, że przy okazji nauczyłam się kilku technicznych trików, które mogą mi się przydać w moich kolejnych biżuteryjnych wytworach.
    1)W lesie znalezione, z cyrkonią (na co dzień nie używam syntetycznych kamieni, ale tu projekt wymuszał) (sprzedana) 2) Zapach malin z rubinami i diopsydem chromowym – tu odjechałam od projektu na maksa, ale zakochałam się w tym pierścionku, no i rozmiar oczywiście wyszedł 11 ;D (sprzedany) 3) Perła w lianach – uważam, że wyszedł super :) (sprzedany) 4) Gniazdo Szeloby (jakoś nie lubię tej strzykawkowej techniki. Teoretycznie miały to być kolczyki w kształcie kulki ;) 5) taki „witrażowy” wisiorek z cyrkoniami (sprzedany). Pozostałych dwóch na razie nie obfociłam. Wszystko oczywiście zoksydowałam, mimo, że oksyda w oryginalnej instrukcji nie była przewidziana. Dla mnie oksyda  po prostu musi być, choć wczoraj przyszedł mi do głowy pomysł, który ją wyklucza – ale to za jakiś czas.


    • RSS