drakonaria-art blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z tagiem: naszyjniki

    Postanowiłam przetestować całkiem nową dla siebe technikę i  porzucić na chwilę kwiatki dla wijących się ornamentów. Ten klimat kojarzy mi się z Tolkienem, elfami i ich językiem. I tak od skojarzenia do skojarzenia wymyśliłam, że rozpocznę w ten sposób kolekcję inspirowaną Sindarinem – jezykiem szarych elfów. Tak więc przedstawiam poniżej kolczyki Sindarin: Eithel (czyli źródło :) ) (sprzedane). Jak zwykle srebro pr. 999, 925 oraz błękitne topazy.

    Już roi mi się w głowie od pomysłów w tej stylistyce. Następna będzie bransoletka. Też nowość dla mnie, bo na sztywnej, kutej obręczy.
    Poza tym podrzucam efekt moich zabaw formami, własnoręcznie tworzonymi na podstawie naturalnych obiektów. Naszyjnik ze srebrnym rumiankiem przybranym cytrynami, o dość poetyckiej nazwie ;) „Lato tańczy na łące” (sprzedany) i kolczyki z podobnym motywem, ale w mniejszym wydaniu (sprzedane).

    Zrobiłam jeszcze mały eksperyment z blachą i fimo, ale słońce postanowiło schować się jeszcze głębiej za chmurami i zdjęcia już zupełnie nie chciały wychodzić. W dodatku mój aparat zaczął mnie kopać prądem :D. Jakiś kosmos. Wyładował mu się akumulator, więc jak zwykle podłączyłam go do prądu i znowu zaczęłam robić zdjęcia, a po wszystkim chciałam go zostawić w spokoju do ładowania. Biorę aparat w ręce, a tu coś mnie nagle ugryzło :). Teraz wiem, że przejechałam dłonią po metalowym fragmencie obudowy. Byłam twarda, oglądnęłam rękę, a tam nic. No to wzięłam się znowu za fotografowanie, naciskam guzik, a tu jak mnie pacnęło, włoski mi na rękach stanęły i ogólnie poczułam się dziwnie :D. To prawdopodobnie przez wilgotność. Tak pada, że mam w mieszkaniu 85%. Tak więc na razie odłożyłam aparat do ładowania i dorzucę coś pewnie jak zrobi się choć odrobinę jaśniej.

    EDIT: No, aparat przestał kopać ;) więc wrzucam eksperyment „Godzina pąsowej róży” (sprzedane). Dół wykonany ze srebrnej blachy, a do tej pory jej nie używałam, a wewnątrz kaboszony z masy termoutwardzalnej, zwanej fimo :). Fimo niby taki mało szlachetny materiał, ale prawdę mówiąc uważam, że wszystko zależy od sposobu użycia go, aranżacji itd. Moim zdaniem te kolczyki wyglądają w uszach bardzo, ale to bardzo elegancko. No i na żywo dużo lepiej ;).

    Tak piszę, żeby pokazać efekty sesji z zeszłego czwartku. Ubaw był niesamowity, poświęcenie fotografa i modelek nieziemskie, cierpliwość i geniusz wizażystki po prostu nie do opisania :). Ogólnie naprawdę było SUPER. Zrealizowaliśmy 4 stylizacje – „na rusałkę” ;), „na driadę”, „na, hmm, ghotic-victorian girl” ;), oraz taką geometryczną, której właśnie wymyśliłam pieszczotliwą nazwę „na Gazetę Wyborczą” ;D, a dlaczego, to wyjdzie w praniu, jak pokażę zdjęcia. Na razie prezentuję poniżej zdjęcia z pierwszych dwóch, nad efektami dwóch kolejnych fotograf jeszcze pracuje.
    No i jeszcze autorzy:
    modelki: Solange i Helena
    fotograf: Antoni Szczupał
    wizażystka: Ewa
    biżuteria, ogólny pomysł na stylizacje oraz przeszkadzanie ;): moja skromna osoba.
    1) Helena w kolczykach „Brzeg jeziora” 2)Helena w naszyjniku „Sea Priestess” 3) składanka z makro cykniętym przeze mnie – tak żeby było widać co to właściwie za naszyjnik, bo jeszcze go nie pokazywałam – chalcedony, turkusy i perły.

    4),5),6) Solange, jako wojownicza driada :), w kolczykach „Matka Ziemia”, strasznie mi się podoba klimat tych zdjęć.

    Ciąg dalszy nastąpi :). P.S. Jakby ktoś miał wątpliwości to bigle kolczyków po sesji są przeze mnie wymieniane bądź, jeśli to ze względów konstrukcyjnych niemożliwe (np. bigle przylutowane) -porządnie dezynfekowane. Porządek musi być ;). Jakby ktoś był ciekawy – plener sesji to… krakowskie planty :).
    A i jeszcze jeden zestaw z wcześniejszej sesji gdzie focił Aleks Gorkowienko, modelka również Solange:

    Oto moich bojów, z osadzaniem kamieni przy pomocy srebrnej taśmy, ciąg dalszy. Tym razem, jak wspominałam wcześniej, postanowiłam spacyfikować przecudowny agat ognisty (prawdziwy – nie mylić z tym co sprzedają jako agaty ogniste na allegro). Chodziłam wokół niego od dłuższego czasu jak kura wokół jajka, bo wabił mnie swoim niesamowitym urokiem, a jednocześnie nie miałam sensownych możliwości technicznych żeby wykorzystać go w sposób nie urągający jego urodzie. No i stało się :) Oprawiłam go w jesienne liście targane wiatrem. Zresztą cały czas jak na niego patrzyłam to widziałam jesienną burzę liści – rdzawo – złoty tuman, z malutkim przebłyskiem zieleni. Całość doprawiłam nieco wspomnieniami z tegorocznej Równonocy Jesiennej no i jest.

    Oczywiście bez tarapatów się nie obyło, bo po wypaleniu okazało się, że jakimś cudem carga odrobinę się zbiegła i agat przestał wchodzić. Musiałam wykorzystać moją wspaniałą wiertareczkę ;) i doszlifować kamień. Strasznie się bałam, że rozleci się przy traktowaniu go końcówką z kamieniem polerskim, ale udało się i znowu idealnie wpasował się w swoje miejsce. No i tym razem poszłam za radą Moonbeebz i doginałam cargę łagodnie oszlifowanym agatem, a nie jakimś żelastwem. No i efekt, moim zdaniem, jest tysiąc razy lepszy.
    Na koniec jeszcze zdjęcie samego kamyczka przed oprawą (widać tam ten ślad zieleni), orientacyjna wielkośc na ręce, no i wstępny projekt. I muszę się jeszcze pochwalić, że od mojej osobistej, nieco spóźnionej gwiazdki dostałam palnik! :D Ojojoj, co to będzie ;) (chociaż tak w sumie, po chwili zastanowienia stwierdzam, że no właśnie nie wiem co to będzie ;D bo właściwie nie do końca jestem pewna do czego mogłabym użyć tego palnika… Coś się wymyśli ;D)


    Po dłuższej przerwie wrzucam skromny naszyjniczek, zrobiony zupełnie
    inną techniką, To znaczy też AC, a więc czyste srebro, ale grawerowany na sucho, a nie
    lepiony na mokro jak do tej pory. Wiem, że to specjalnie idealne nie
    jest i generalnie nie powala, ale chciałam wypróbować inną technikę. Metoda ogólnie mi się spodobała, więc pewnie zrobię coś
    jeszcze w tym klimacie, tylko bardziej przemyślane, no i wiem co
    technicznie skopałam tym razem. Medalion jest satynowany (dlatego nie błyszczy się jak zwykłe srebro) i podwójnie
    oksydowany.
    W drodze, komplet, o którym pisałam wcześniej – z perłami. Miałam go skończyć szybciej, ale jakoś powoli mi szły te kwiatki ;)

    A poniżej to w jakim stanie jest obecnie ten komplet perłowy. Przed chwilą okazało się też, że najwcześniej skończę go jutro, bo zabrakło mi cienkich szpilek srebrnych i drutu 0,5 :( A najgorsze jest to, że z tego co kojarzę to nie znam w Krk miejsca, gdzie by sprzedawali szpilki 0,5 a nie 0,7, a perełki, których używam mają małe dziurki, buuuuuuuu :( A miałam taką wielką chęć skończyć ten komplet dziś. No ale nic.

    Tym razem naszyjnik, z okazji Lughnsadh (już nie u mnie). Korale, lapis lazuli, mleczne bursztyny, jak maki, chabry i zboże :) Korali nie lubię i nie noszę, tak więc naszyjnik zdecydowanie nie zostanie u mnie. Ciężko mi też go było obfocić. Specjalnie na zdjęcia polazłam do pobliskiego lasku, ale po drodze spotkałam pustułki i wypstrykałam cały akumulator na ptaki (zdecydowanie musze kupić nowy), a na biżu zabrakło :D więc musiałam focić jednak w domu w kiepskim świetle itd. Drugie zdjęcie jest z pleneru, ale robione na ślepo, bo aparat oszczędzał już na wyświetlaczu ;)

    I skończyłam większy projekt, nad którym siedziałam ostatnio.
    „Tajemniczy ogród” – jak zwykle srebro pr. 999, cudna australijska
    perła słodkowodna i dwa sznurki maleńkich perełek. Wisior w środku
    wyściełany jest czarnym aksamitem, który fajnie podkreśla biel perły.
    Projekt zrobiłam na taki art clay’owy konkurs, gdzie głównym tematem są
    właśnie perły. Generalnie jestem z niego zadowolona, zwłaszcza, że jest
    przestrzenny, a do tej pory robiłam formy raczej płaskie. Bryła robiona
    była bez korka plastycznego, bo niestety nie mam pieca, a korka tylko w 
    piecu można używać, więc musiałam sobie poradzić inaczej ;). Ten
    projekt póki co nie jest nigdzie dostępny, bo jedzie do Japonii :)
    Wygrać nic nie wygram, bo ja to płotka jestem i uczniak przy tych
    wszystkich artystach robiących w AC na świecie, ale dlaczego się gdzieś
    nie pokazać.

    Dorzucę pewnie dziś jeszcze 2 pary kolczyków, ale takie prościutkie, robione w przerwie w tym projekcie, tylko muszę im zdjęcia zrobić.
    EDIT ;) Dwie pary kolców- jedne proste i nie w moim guście ;) – Noc (a jednak w czyimś guście, bo już nie u mnie, i ciągle stwierdzam, że gusta konsumentów to dla mnie zagadka, zwłaszcza po tym jak srebrna owca, której zdjęcia na blogu nie ma, właśnie dlatego, że nie chciałam się nią chwalić, heheh, znalazła swojego nabywcę najszybciej ze wszystkich moich tworów… ;D i NIE, nie będę robić rzeczy ascetyczno-futurystyczno-geometrycznych :P), drugie (dla mnie cudne) z plastrami agatu mszystego i listkami (już nie u mnie). Plus Leśne płomienie po poprawce oksydowej drutu przytrzymującego briolette- moim zdaniem dużo lepiej.


    • RSS